Dublinia
Dublinia.blog.interia.pl
Notki
2010-02-05 Oswiadczyny po Irlandzku

No i jak mam sie na blogu produkowac kiedy dorwalam ogromna kolekcje klasyki kina ktorej jestem goraca wielbicielka.
Niektore z tych filmow ogladalam calkiem niedawno ale lwia czesc pamietam z wczesnej mlodosci a nawet z dziecinstwa, wiem jakie wtedy na mnie wywarly wrazenie i odbieram je teraz na nowo, jako dojrzala osoba. Zreszta czasem zupelnie inaczej.
A co mam: miedzy innymi slynniejsze “Hitchcocki” czyli Rebecce, Ptaki, Vertigo, Psychoze i Cien Watpliwosci plus pare innych tytulow, moj ukochany klasyk All about Eve, Bulwar Zachodzacego Slonca, Casablance, Podwojna Tozsamosc, Zadlo i cale mase innych lacznie z Obywatelem Kane’em ktory mi sie nigdy nie podobal ale zaryzykuje raz jeszcze.
Wszystkie w wersji angielskiej oprocz, niestety, Zadla.
Ale filmy sie kiedys krecilo! Bez zadnych specjalnych efektow - ba! W Rebece np para bohaterow jedzie sobie samochodem ktory, jak wyraznie widac, stoi w studio, a jako tlo podlozona jest uciekajaca droga.
No i czy to cos przeszkadza? A skad.
Zreszta o Hitchcocku moglabym pare postow napisac, to byl dopiero geniusz.
Psychozy sie boje strasznie i pewnie sie dlugo nie odwaze ogladnac powtornie ;) zaczelam wiec od Rebecki na podstawie powiesci Daphne du Maurier.

Delektuje sie tymi majstersztykami starego kina ale tez z obowiazku ze tak powiem - patriotycznego - nie moglam nie zobaczyc Oswiadczyn po Irlandzku.
Wiem ze okrucienstwem jest ten filmik postawic kolo takich arcydziel jak wyzej wspomniane, to jakby miedzy jaja Faberge wcisnac wydmuszke.
Ale obowiazek obowiazkiem…
Zaczne od tego co mi sie podobalo bo niewiele tego jest: a mianowicie pan-glowna rola meska- mi sie podobal.
Co zarost moze zrobic z facetem: albo zamienic go w ludzka koze jak sie to stalo z Bradem Pittem albo zrobic z niego ciacho jak w przypadku Mathew Goode. Ow pan wygladal dosc wymoczkowato w Powrocie do Brideshead za to w tym filmie jest bardzo do schrupania.

Tresc: pewna panna o imieniu Anna grana przez Amy Adams (czy ona sie tylko mnie myli z Isla Fisher???) zwiazana jest ze szczurkowatym brunetem Jeremym juz od lat czterech, a ten sie wciaz nie oswiadczyl!
Kiedy jednak Jeremy jedzie w interesach do Dublina Anna przypadkiem dowiaduje sie ze irlandzka tradycja pozwala kobietom na poproszenie o reke faceta w dzien 29 lutego , postanawia wiec puscic sie w slad za wybrankiem i osaczyc go gdzies, powiedzmy, przy Szpili. Czyli przyszpilic ;)

Rzecz jasna na panne Anne bedzie czekac cala masa komplikacji przez co dziewcze wyladuje gdzies w Dingle, a potem podazy przez cala Irlandie w towarzystwie seksownego Declana by dorwac ukochanego. Seksowny Declan mial byc kierowca i przewodnikiem a wiadomo jak cala sprawa sie zakonczyla.

Zjade ten film strasznie bo :
Pasjami nie lubie kobiet co to o niczym innym nie marza tylko o pierscionku zareczynowym i nalozeniu na siebie bialej bezy, i byciu nazwana pania Jeremowa albo Declanowa jakastam.
Pasjami nie lubie kobiet co po wyslanymi owczymi bobkami lakach beda paradowac w szpilkach i waskiej materialowej spodnicy (na ugietych kolankach).
Dlatego film ktorego bohaterka jest taka kobieta raczej do gustu mi nie przypadnie. Raczej, chyba ze ratuje go dobry scenariusz jak bylo np z Bridget Jones.
Nie lubie tez filmow w ktorych pan A jest szczurkowatym brunecikiem a pan B atrakcyjnoscia przewyzsza go o lata swietlne, dlatego scenarzysta sie nawet nie musi trudzic by wymyslac jakies skomplikowane wyjasnienia tego fenomenu jak nagle taka panna Anna rzuca wszystko by gdzies w irlandzkiiej dziurze sobie z przystojniakiem zyc.
Miedzy para glownych bohaterow nie ma zadnej “fizyki” jak by rzekla Violka z Brzyduli.
Zreszta postac Anny jest mdla jak kaszka manna i trudno zrozumiec co sobie Declan w niej upodobal, skoro mogl isc do pierwszego lepszego polskiego sklepu i wyrwac pracujaca tam Polke. Bo to ze Anna wolala seksownego Irlandczyka od Szczurka tlumaczy przynajmniej jego uroda.
Nie lubie tez jak Irlandia jest pokazywana jako WIOCHA a jej mieszkancy jak zapoznione ochlaptusy, bo Irlandia jest WIOSKA nie wiocha a ludzie sa jowialni, goscinni i z jajem ze sie wyraze.

Cynicznie powiem ze z checia nakrecilabym Oswiadczyny po Irlandzku 10 lat pozniej.
Anna z powodu ciezkiej pracy w podupadajacym pubie stracila swa dziewczeca delikatnosc a lata spozywania fish&chips oraz czworka dzieci nadwyrezyly jej figure. Declana uroda dawno juz wywietrzala. Anna dzien w dzien wypomina mezowi jak to mogla byc wielka pania w Bostonie, wydawac przyjecia, spelniac sie zawodowo, brylowac w towarzystwie a zamiast tego podaje Guinessa i zmywa stoly. Declan i tak ma to w nosie bo wiecej wspolnego ma z kumplami niz z amerykanska zona od kiedy skonczyl sie namietny seks czyli dawno temu.
Na domiar zlego Szczurek odwiedza Dingle ze swa piekna zona-modelka i rozsiewa wokol aure bywalca, bogacza i czlowieka sukcesu. No i nie wyglada nawet jak Szczurek tylko znacznie lepiej, jak, powiedzmy - lasica!
To by byl film ku przestrodze wszystkim Annom tego swiata ;) Nie warto czasem pchac sie sila za chlopem… oj nie warto ;)



2010-02-02 Dublinia PIECZE ;)
Z Kobieta Mojego Zycia to kazde, nawet banalne albo nielubiane nigdy zajecie staje sie przesmieszne I godne uwiecznienia na lamach bloga.

Ale od poczatku ; )

Od kiedy wyjechalam do Polski rocznica mojego zwiazku-nie-zwiazku dostarczala mi tematu do roznych przemyslen I rozwazan. I wykoncypowalam sobie ze skoro Iks bedzie znow gotowal to moze mu zrobie niespodzianke wlasnorecznie upieczonym ciastem?
Nie wiem czemu ale nagle ta mysl mna owladnela wrecz I niezmiernie zafascynowala, tak jakbym miala zamiar objechac na rowerze Europe albo wejsc na Mount Everest. No I jaki fajny temat na post !

Wiec podczas pewnego wieczoru spedzanego z rodzicielka na obalaniu whisky zapytalam ni w piec ni w dziewiec:
-Mamo, a masz jakis prosty przepis na latwe ciasto?

Mama spojrzala na mnie co najmniej tak jakbym spytala czy sie moge sztachnac marycha.
No ale w koncu slyne z tego ze piekarnik to dla mnie ewentualnie miejsce na “storage”.

Kiedy wreszcie mama uwierzyla ze ja powaznie mowie to nastapila krotka dyskusja na temat ciast ktorych najwieksza lamaga nie sknoci I po krotkiej burzy mozgow zdecydowalam sie na cos najbardziej polskiego w wymowie, czyli na rasistowskiego MURZYNKA (po angielsku Little Nigger).

Przepis zostal skrzetnie zapisany I kiedy po powrocie umawialam sie z KMZ na wspolne spedzenie niedzieli wspomnialam ze bedzie mi asystowac przy robieniu ciasta, co spowodowalo typowa dla niej reakcje:
-Acha, to ja w takim razie wezme sobie spodnie do cerowania.

Wiec obie mialysmy spedzic ten wyjatkowy dzien na zwyczajowo “kobiecych” zajeciach co nas niezmiernie, nie wiedziec czemu, ubawilo.

Niedziela zaczela sie od wizyty w Tesco. Zostaly zakupione skladniki do ciasta (formy przywiozlam z Polski) I - uwaga - mikser!
Kiedy przyjechalysmy do mnie najpierw zrobilysmy sesje fotograficzna pt “Aniolek Charliego” bo pewnie zauwazyliscie ze mikser ma kszalt pistoletu. KMZ rozsiadla sie ze swoimi spodniami, ale najpierw postanowilysmy sprawdzic czy wisniowka kupiona przeze mnie na lotnisku aby nie jest TRUJONCA.

Oj nie byla… byla bardzo przednia. KMZ zrezygnowala wiec z cerowania skupiajac sie na uwiecznianiu kolejnych stadiow ciasta, a ja na udawaniu slynnego aktora mowiac seksownym barytonem:
-Czary mary, gotuje…. Cezary….

A oto Little Nigger w calej okazalosci:



Iks jako mezczyzna o duzym poczuciu humoru byl bardzo ucieszony rasistowskim ciastem, choc nie za bardzo podobal mu sie “wibrujacy” mikser o “fallicznym” ksztalcie ;)
Ten facet nie lubi konkurencji ;)))))))

Ciekawe co bedzie jak zakupie NECK MASSAGER ;)

Zostalam zbombardowana prezentacja przygotowana na powerpoint ktorej zakonczenie brzmialo
Will You Marry Me?

I tak oto dobiegly konca obchody drugiej rocznicy, jak dotrwamy do trzeciej to KMZ ma pozwolenie na rabniecie mnie w glowe - ale tylko malym paluszkiem.

Acha : a to spinki dla Iksa:




2010-01-31 Home Sweet Home

No to juz jestem back home ;)
Tym razem wyloty i przyloty odbyly sie punktualnie i bez problemow.

Kiedy lecialam do Polski nawet Dzastinow nie bylo ani gli….. infantow, za to byla chamka.
Naprawde czasem to mi wstyd ze pochodze z tego samego kraju co niektorzy ludzie.
Otoz samolot byl w polowie pusty. Jak sie zorientowalam w hali odlotow pasazerami byli wylacznie Polacy oprocz jednej kobiety z okolo dwuletnim, bardzo spokojnym dzieckiem.
Dziewczyna wygladala na Irlandke, miala na sobie najdziwniejszy stroj jaki w zyciu widzialam (nie liczac fancy dress parties), a mianowicie - szerokie, bardzo szerokie pantalony takie co to krok maja nad kostkami, wlozone w kozaki, w jakies rozowawe kwiatki na siwym tle. Do tego wyciagnieta zielona i polatana bluza. Zero makijazu, wlosy przetluszczone i ogolnie wrazenie jak najbardziej negatywne w sensie schludnosci.
Akurat usiadla blisko mnie po przekatnej wiec moglam ja doskonale widziec.
Czekamy i czekamy na ostatnich pasazerow i reszcie wchodzi starszawa dama typu Beata Tyszkiewicz, kolnierz ze zwierzecia, kapelusz, pazury zrobione, pachnie na kilometr drogimi perfumami i rozsiewa wokol siebie aure leciwej hrabiny.
Dama owa podchodzi do ostatniego wolnego miejsca ktore bylo akurat za Irlandka i mowi bardzo glosno, ze pol samolotu slyszy:
-Co za granda, kazali mi doplacac 35 e za niewymiarowy bagaz podreczny a taki brudas w gaciach z bachorem sobie wchodzi normalnie i leci.

To byl cytat doslowny.
Mnie zatkalo, spojrzalam na dziewczyne ale widac bylo ze polskiego ani w zab nie rozumie bo zero reakcji.
Rzadko mnie chamstwo poraza ale niestety stracilam glos a szkoda bo bym z checia zareagowala.

A czy ktos widzial nieciekawy filmik z Renee Zelwegger “New In Town“?
Tam jest taka scena kiedy Rene mieszkajaca w cieplym amerykanskim stanie przeprowadza sie do zimnej Minnesoty, laduje na lotnisku, wychodzi sobie na zewnatrz i ….. cofa sie zdmuchnieta fala mrozu. No to ja wlasnie tak mialam jak wysiadalam z samolotu tylko cofac sie nie bylo jak. Kiedy wsiadlam do autobusu dowazacego do budynku szczekalam zebami az slychac bylo.
Na smsa od KMZ zdolalam odpisac tylko:
KURFA ALASKA !!!!!!

Dokladnie minus 17 stopni.

Na szczescie bylam wozona przez osobistego kierowce i jakos przezylam. Do dentysty jednak nie dojechalam pierwszego dnia bo zdarzyl sie wypadek na trasie - zderzenie dwoch tirow, bodaj jeden kierowca zmarl - wiec musialam znow poprzekladac wizyty.

Za to jak juz dotarlam nie moglismy sie nagadac. Romea bardzo lubie i nie ukrywam ze gdyby nie byl szczesliwie zonaty to kto wie jak to by sie kiedys ulozylo ; )
Wiec tak rozmawialismy i rozmawialismy dopoki nie wlozyl mi do ust …………tego urzadzenia do zbierania sliny, a co sobie swintuszki pomysleliscie ;) mowiac: no dobra, jak nie zaczniemy to pani stad w sobote nie wyjedzie.

Po sklepach przemknelam doslownie usilujac kupic prezent na rocznice dla Iksa a takze cos dla siebie.
Niestety w moim miescie, nie az tak malym ale jednak prowincjonalnym wciaz spotyka sie ekspedientki jak z filmow Barei.

Wchodzi sie , mowi sie dzien dobry - zero odpowiedzi. Pytam - czy te bluzki sa tez w innym rozmiarze?
A ona nie patrzac na mnie w ogole - To co wisi.

Robilam z mama zakupy w Rossmanie, widzimy ze do glownej kasy kolejka ale stoi jakas kobita ze smetna mina przy takim malym stanowisku z kasa fisaklna wiec mama pyta czy ona tez kasuje.
-No nie mam innego wyjscia jak taki ruch jest - powiedziala z westchnieniem I mina typu: ze tez tych klientow szlag na miejscu nie trafi.

Za to w Silesii, duzym centrum handlowym, zupelnie inna bajka. I usmiechnac sie mozna i doradzic, i dzien dobry powiedziec.

Wytrabilam z mama 2 butelki whisky i jednego advocata i juz sie pakowalam na wyjazd, z wielka checia zreszta bo tesknilam za domem i Dublinem strasznie.

Tak strasznie ze na lotnisku bylam 3 godziny wczesniej, nie tylko ja zreszta bo byl tez np pan co caly czas rozmawial glosno przez telefon komorkowy stosujac jako przerywnik slowo: pierdo….ic i jego pochodne. No i zagadal do mni relikt z poprzedniej epoki, mianowicie mezczyzna lat okolo 40-tu, z kolczykiem w uchu, dzinsach marmurkach, tureckim sweterku i czarnych mokasynach. Nie zauwazylam czy aby mial tez biale skarpetki. A moze zapadl w spiaczke w latach osiemdziesiatych i sie dopiero co obudzil? Trudno powiedziec, nie wnikalam bo zaglebilam sie w ksiazke.

To jeszcze na koniec napisze ze zbytni pospiech po przylocie nie jest wskazany - poniewaz mialam tylko bagaz podreczny wybieglam wrecz z hali przylotow pierwsza, pognalam na taksowke i jak juz bylam kolo zjazdu na swoje osiedle zadzwonila do mnie KMZ ktora chciala mi zrobic niespodzianke i czekala z kwiatami, tylko ze akurat jak sprawdzala tablice czy juz wyladowalam czy nie to ja musialam wlasnie wybiec niepostrzezenie.

Pozdrawiam wszystkich ktorzy na mnie dzielnie czekali : ) jak sie tylko odmroze zaczne znow pisac z sensem ; )

2010-01-25 O zachodzeniu i zapladnianiu ;)

No, wreszcie moge odsapnac z ulga. Nie tylko ja zreszta.
Od okolo dwoch miesiecy przedstawicielki plci pieknej(choc nie o kazdej tak mozna powiedziec z czystym sumieniem ;) w mojej pracy wykazywaly nadmierna ostroznosc antykoncepcyjna.
Sprawdzaly czy tabletka zostala na pewno przyjeta o okreslonym czasie , czy plaster aby na pewno sie trzyma i czy sie go nie pomylilo z Nicorette, czy maz aby na pewno nie usunal podstepem pigulek i nie zastapil ich czyms innym (to te co sie naogladaly Desperate Houswives).
Nie dlatego ze w hotelu grasowal “Zapladniacz wzrokiem” jak to ladnie kiedys pokazal Kabaret PO-ZARCIE.
Bo pewnie nie uwierzycie ale w mojej pracy zachodzi sie w ciaze trojkami.
Serio mowie.
Hotel istnieje 12 lat i od tamtej pory nastapila mnogosc udokumentowanych wypadkow potwierdzajacych ze jak ktoras zajdzie to na przestrzeni najwyzej dwoch, trzech miesiecy zajda kolejne dwie. Przechodzi na czlowieka jak grypa ? - trudno powiedziec.
Sama bylam swiadkiem ponad rok temu: najpierw dziewczyna z kuchni, potem barmanka a zaraz za nimi nocna menadzerka z recepcji. I na tym czarna seria sie skonczyla.
Na krotko bo oto ze trzy miesiace temu rozlegla sie wiesc ze supervisorka z baru na pietrze bedzie mama.
I zaczelo sie stawianie zakladow kto nastepny.
Glownym bukmacherem zostal Daniel ktory niebozatko postawil na mnie, bo jak twierdzi kiedy najslabszy kon (czy kobyla w tym wypadku) dojdzie do mety pierwszy to ten co postawil zgarnie najwiecej.
Przyszlam kiedys do pracy skonana i blada a on do mnie zwraca sie z nadzieja w glosie:
-O…jak zle wygladasz, poranne mdlosci moze? Nie jestes ty czasem w stanie blogoslawionym?
-Oj jestem, jestem w stanie BLOGO WSTAWIONYM, za duzo wina wczoraj, ty sie lepiej pozegnaj z ta wielka wygrana.
Sprawa nabrala rozbiegu kiedy jako druga zaciazyla dziewczyna zwolniona pare tygodni wczesniej, ale jak mi powiedzieli znawcy tematu : to sie tez liczy.
No dobra, postawilam 5 e na moja recepcjonistke poklepawszy ja po plecach i rzeklszy:
-Moja droga, licze na ciebie. Nie zawiedz mnie.
I czego sie dowiaduje w sobote? Ze chlopak z mojego staffu bedzie tatusiem. Liczy sie bo niepisany regulamin uznaje rowniez zajscia zon i partnerek pracownikow.
Ufffff….
Wiem ze z dziwnymi ludzmi pracuje i w dziwnym miejscu ;)

To skoro jestesmy w temacie to przedstawie pokrotce najdziwniejsza rozmowe jaka w zyciu przeprowadzilam z kolega-wspolpracownikiem o zapladnianiu wlasnie.
Wyobrazcie sobie tego chlopaka: wyglada na gora 21-letniego ministranta, cichy, spokojny, troche rozlazly, powiedzialabym, typowa pipa pipa. Gotowa bylam sie zalozyc ze dziewica.
Siedze sobie raz w recepcji a on schodzi zeby sobie sprawdzic maile.

Nie wiem co mnie podkusilo by wszczac rozmowe kiedy juz skonczyl bo normalnie unikam nawiazywania kontaktow z mlodziencami w typie nieskalanych dziewic, ale jakos na tematyke malzenstwa weszlismy.
I on sobie tak stoi oparty o sciane, oczka wzniesione do nieba, raczki niemalze ulozone do modlitwy, tylko patrzec jak mu skrzydelka sie pod koszulka rozwina - no takie niewiniatko ze az trudno uwierzyc ze posiada penisa.
I mowi mi ze on w przyszlym roku to juz zdecydowanie wraca do siebie (czyli na Mauritius) i zeni sie bo czas na dzieci.
-Ale co tak juz, tak wczesnie? pytam.
-Ale jak to wczesnie, ja mam 28 lat.

No coz, pomyslalam. Najwyrazniej spokojne, ustabilizowane zycie w wierze i modlitwie, bez alkoholu, seksu i innych uciech gwarantuje mlody wyglad. Jesli sie to stwierdzenie nie sprawdza w moim przypadku to przeciez nie znaczy ze jest nieprawdziwe ;)
A chlopak dalej opowiada cichym, monotonnym glosem:
-Ja juz prawie bylem ojcem trzy razy , moje dziewczyny zaszly w ciaze ale nie chcialy dziecka wiec pojechaly do Anglii usunac.
Tu doznalam lekkiego wstrzasu i przypuszczalnie szczeka opadla mi do samej podlogi.
-Trzy rozne dziewczyny?
Kiwniecie glowa.
-Trzy razy???
Kiwniecie glowa.
-Ale dlaczego sie nie zabezpieczaliscie skoro nie chcieliscie miec dziecka, przeciez sa rozne srodki - zaczelam bo choc to nie moja sprawa co kto sobie robi z cialem to absolutnie nie popieram aborcji traktowanej lekko jak metode antykoncepcyjna na zasadzie - zajde to usune i  juz.
A on mi zaczal tlumaczyc ze owszem, stosowali wszystko naraz ale to nic nie pomaga.
-Jak to nie pomaga, przeciez to niemozliwe zeby az trzy razy zawiodlo.
-Ach, bo wiesz, ja mam taka silna sperme. U nas to rodzinne.
Moj brat tak samo ma i kuzyni,  no i co mamy zrobic, prezerwatywa, tabletki, nic nie pomoze. W koncu dziewczyna zajdzie i tak.

Czasem lepiej nie wiedziec za duzo o zyciu intymnym kolegow z pracy. Kiedy go teraz widze to mam tylko jedno w glowie - silna sperme. Chociaz KMZ stwierdzila ze :
“jaka tam ona silna - celna jest po prostu. Pyk i prosto w jajeczko”.

Moi drodzy, jutro robie drugie podejscie do podrozy do krainy przodkow, mam nadzieje ze tym razem kontrolerzy lotow nie zastrajkuja jak tydzien temu I wrescie ujrze mego dentyste i koty.
Wracam juz w sobote a w poniedzialek - uwaga - obchodzimy z Iksem druga rocznice ;)
Oczywiscie o ile do tego czasu znow nie zerwiemy ;)

PS Oczywiscie uprasza sie panie podrozujace na Mauritius o dalece posunieta ostroznosc ;)



2010-01-20 Oglada sie : )

Cztery ostatnio obejrzane filmy i wszystkie bardzo dobre co sie rzadko zdarza!

Wiec na pierwszy ogien wspomniany juz Sherlock Holmes Guya Ritchie.
Slynny detektyw jest jedna z moich ulubionych postaci literackich z gatunku “kryminal”, obok Herculesa Poirot i Miss Marple.
Oczekiwalam odswiezenia jego wizerunku na ekranie i kiedy tylko dowiedzialam ze sie za owego morfiniste i skrzypka bierze sie Guy Ritchie wiedzialam ze musze to zobaczyc!

Nowy Sherlock przybral twarz Roberta Downeya Jr co bylo trafieniem w 10-tke. Aktor ma niesamowite oczy ktore zawsze pozostaja jakos tak dziwnie tragiczne, wiec nawet kiedy Sherlock wyczynia rzeczy dosc smiesznie wygladajace na ekranie to jednak w jego spojrzeniu wciaz jest cos mrocznego, smutnego i nieodgadnionego. A przy tym jego Sherlock jest sexy ;)

Film pozostaje w klimacie Indiany Jonesa - to typowo rozrywkowe kino akcji z delikatnym watkiem okultystycznym. Sherlock potrafi niezle dac lupnia wrogom uzywajac swych piesci (Watson zreszta tez), na skrzypcach owszem gra ale jak na mandolinie a przy tym jest dosc niedbajacym o higiene osobista ekscentrykiem.

A przy okazji zwroccie uwage na fragment kiedy Watson i Holmes rozmawiaja w wiezieniu o tym jak to detektyw zabiera ubrania doktorowi i eksperymentuje na jego psie - wyglada to troche na sprzeczke dwoch kochankow a nie przyjaciol ;) A juz mi sie cos obilo o uszy jakoby Mr Ritchie chcial pojsc w te strone co do swoich bohaterow.

Jednym slowem - nowatorskie ujecie tematu, swietna realizacja i duzo humoru, piekne dekoracje, plenery, kostiumy, doskonale aktorstwo - czego chciec wiecej? Tylko dalszego ciagu…

“It’s complicated” to komedia romantyczna ktora wsrod polskich czytelnikow portali internetowych wzbudzila wiele kontrowersji.
No bo jak napisal pewien komentujacy: kto slyszal zeby baby grubo po piecdziesiatce romansowaly? A wnuki bawic a nie seks uprawiac.

Dzizas!!!

Ale pominawszy polski zascianek:

Czterdziestka to nowa trzydziestka, a nawet dwudziestka jak twierdzi bohaterka serialu Cougar Town grana przez Courtney Cox Arquette. A Meryl Streep udowadnia ze szescdziesiatka to nowa piecdziesiatka, albo i czterdziestka!

Nie bede ujawniac tresci bo nie chce Wam psuc zabawy, wspomne tylko ze Meryl gra rozwiedziona od dziesieciu lat kobiete, matke trojga doroslych dzieci, spelniona w pracy i otoczona fajna grupka przyjaciol. Ze swoim eks ktory zostawil ja dla duzo mlodszej atrakcyjnej laski wreszcie udalo sie jej stworzyc dobre relacje - ucichly pretensje, gorycz i bol.
Do Meryl zaczyna zalecac sie niczego sobie architekt grany przez Steve’a Martina i wszystko byloby ok gdzyby nie to ze kobieta niespodziewanie staje sie obiektem awansow swego eks i zaczyna sie miedzy nimi namietny romans…

Wrazenia ogolne - jakie to szczescie ze sa kobiety ktore sie starzeja piekniej niz niektorzy mezczyzni! To mi najpierw przyszlo do glowy kiedy porownalam Meryl, ktora przeciez nigdy jakas ekstra-laska nie byla, z Aleckiem Baldwinem co to kiedys byl niezlym ciachem.

Coz, Meryl piekna jest i to zupelnie naturalnie, bez botoksow, podniesionych brwi i napompowanych warg a la Joker. A Alec…zostal mu sie jeno specyficzny wyraz ust jakby chcial komus caly czas dawac calusa i to by bylo na tyle. Bede wredna ale w scenie kiedy Baldwin rozbiera sie na golasa i kladzie na lozku to przypomina wielkiego owlosionego tlustego dzika. Sorry Alec ale tak jest.

Film jest zabawna, ciepla opowiescia pokazujaca ze zycie nie konczy sie na ….. dziestce. I ze czasem mlode cialo to nie jest najlepsze co sie dojrzalemu panu moze przydarzyc w zyciu.
I zeby uwazac na kamery internetowe w laptopie… polecam te scene ;)

Trzeci film to najnowszy Woody Allen : “Whatever works”.
Stary dobry Woody, wreszcie nie ma Scarlett dwojga imion usta jak tasiemiec uzbrojony Johansson za to jest tradycyjna czolowka, czyli napisy wykonane specyficzna czcionka i muzyka z plyty.
A to sugeruje ze film jest powrotem do typowego Allenowskiego stylu: prosta historia dziejaca sie w paru planach, teatralna wrecz, kilka postaci calkowicie niepasujacych do siebie a jednak w jakis sposob laczacych sie przez wspolna historie, no i wspaniale dialogi.

Oczywiscie obraz przegadany ale w jakim stylu przegadany : )
Woody znany jest z uzywania nietypowych elementow, np akcje komentuje chor grecki albo bohaterowie spiewaja. Tutaj glowny bohater przemawia z ekranu bezposrednio do widza opowiadajac swa historie. No i niestety ow bohater jest wg mnie najslabszym ogniwem bo gra go nieznany mi zupelnie czlowiek a rola jest stworzona dla samego Allena.
Absolutnie niewiarygodna mi sie wydala ta postac i oczyma wyobrazni caly czas widzialam jak to Allen wypowiada wszystkie kwestie.

W filmie gra poza tym Patricia Clarkson (wystapila rowniez w Vicky Christina Barcelona) I niesamowite ciacho Henry Cavill ktorego wyczailam juz w Dynastii Tudorow.

Przeslanie filmu - przynajmniej dla mnie osobiscie - brzmi: ludzie, korzystajcie z zycia i lapcie szczescie. Whatever works for U - cokolwiek wam pasuje, idzcie za tym. Niewazne sa uprzedzenia, wychowanie, pochodzenie - trzeba sie wsluchac w siebie i robic to co serce podopowiada, nie rozum.

I wreszcie Easy Virtue czyli Wojna Domowa.
Scenariusz powstal na podstawie sztuki Noela Cowarda wiec oczywiste jest ze jego sila jest przezabawny, skrzacy sie sarkastycznymi i ironicznymi perelkami dialog. Akcja w skrocie - arystokratyczna rodzina ktorej glowa jest zimna na lod Weronika doznaje szoku kiedy syn i dziedzic wraca z zagranicznych wojazy nie sam ale z zona - o zgrozo Amerykanka, o podwojna zgrozo - kobieta bioraca udzial w wyscigach samochodowych i o potrojna zgrozo - uprzednio juz zamezna I owdowiala. Ach, zapomnialabym o jej FARBOWANYCH na platyne wlosach I upodobaniu do chodzenia w spodniach.
Weronika, ktora u boku syna chetnie widzialaby corke sasiada, zapala do synowej niechecia I bedzie stosowac wszelkie dostepne srodki by jej dopiec I postawic na swoim. Sprzymierzencem Larity zostanie jedynie jej tesc, grany w mistrzowski sposob przez Colina Firtha.
Padnie nawet trup - ale tylko psi.
Swietna obsada : Jessica Biel, Christine Scott Thomas, wspomniany Firth i najslabsze ogniwo czyli bezbarwne chlopcze co gralo tez Doriana Graya.

No to jeszcze o serialach, a jakze : )
Jestem w trakcie ogladania jednego z moich ulubionych brytyjskich sitcomow Allo Allo.
Pamietacie tych bohaterow i ich kultowe teksty?

Wlasciciela kawiarni Rene (you stupid woman!), jego kochanke Yvette (Rrrrrennnneeeee, och Rrrreennnne), Michelle z ruchu oporu (Listen to me very carefully cause I shall say it only once)
germanska Wenus Helge (can I kiss you Herr Flick), samego Herr Flicka i jego slynne przebieranki oraz  wiele innych przezabawnych postaci.

Nie zapominajmy o zandarmie Carstairsie udajacym Francuza (GUD MYRRRRNING czy dzien dybry) oraz slynnym obrazie Upadlej Madonny z Wielkim Cycem.

Wykorzystano bardzo ciekawy zabieg mianowicie Francuzi mowia w serialu oczywiscie po angielsku ale z francuskim akcentem ( Iz in de en aus - He’s in the hen house - wiadomo, we francuskim H jest nieme), Anglicy uzywaja british english, Niemcy i Wlosi rowniez mowia po angielsku z typowym dla swej narodowosci akcentem no a zandarm - wiadomo, mowi po swojemu, a nazywany jest przez pracownikow kawiarni “tym angielskim idiota ktoremu sie wydaje ze mowi po francusku”.

Swietna komedia z niezwykle pogmatwana akcja I typowo brytyjskim humorem - jesli ktos nie widzial to polecam jak najgorecej.



2010-01-13 Znow o dzieciach
No i prosze - zamiast sie uczyc robie zupelnie inne rzeczy.
Najpierw byl Iks ktoremu znienacka przelozono egzamin z dzis na piatek wiec akurat dzis mial dla mnie czas.
Jego college niszczy moje zycie seksualne i jak on sie zdecyduje doktoryzowac to powaznie rozwaze nasza przyszlosc ;)

A potem zamiast sie uczyc wsiaklam w forum www.bezdzieci.pl polecone przez Ane.
Bardzo mnie temat bezdzietnosci interesuje tak samo jak temat singielstwa, mam nadzieje uczynic to kiedys tematem swojego bestsellera. Bo czy ktos zauwazyl jak literatura i kinematografia tzw kobieca rozpowszechnia stereotyp ze: przyjdzie na ciebie czas, pokochasz, zaobraczkujesz sie, zajdziesz i wtedy bedziesz dopiero szczesliwa.
No wezmy chociaz ten gniot “ Idealny chlopak dla mojej dziewczyny”. Nawet lesbijka sie przebranzowila w ciezarowke, Dzizas!
“About a boy” - wiadomo. Hugh chcial byc samotna wyspa, chcial byc Ibiza a obudzily sie w nim uczucia tacierzynskie przy dzieciaku (paskudnym zreszta - jakby mi tak dzieciak zaczal wydzwaniac do domu to bym psami - albo chociaz kotem - poszczula).
“Wpadka” (“Knocked up”) - blond laska zachodzi z paskudnym typkiem podczas one night stand - wiadomo jak sie skonczy ; love, love, love …. Bleeeeeeeeeeeee….

Czy ktos zna jakas komedie romantyczna czy obyczajowa w ktorej kobieta - nie zakochala sie/nie wyszla za maz/nie zaszla w ciaze???

Zeby bylo jasne: szanuje wybory innych ludzi. Miejcie sobie dzieci, pajaki, kroliki, zencie sie itd. Jak juz kiedys w pewnym poscie wspomnialam problem tylko w tym ze owi dzietni i zamezni nas traktuja z pewna wyzszoscia i poblazaniem lub co gorsze - z politowaniem (oj tak, singielka to znaczy brzydka i jej nikt nie chce, mowi ze nie chce dzieci bo nie ma chetnego na tatusia he he ) czy wreszcie nas zasypuja pytaniami (a czemu?) I sami sobie na nie odpowiadaja (trudne dziecinstwo, egoizm, niedojrzalosc) oraz strasza ze nam sie kiedys odmieni i wtedy bedziemy zalowac.

Ja sie zastanawiam co by sie stalo jakby ktos z NAS nagle podszedl do jakiejs panci z wozkiem, zerknel i zamiast a tiu tiu tiu jati ladni chopczik powiedzial:
-A dlaczego pani to zrobila? Wszystko poswiecic dla takiego pozmarszczanego wrzaskuna - figure, cycki, pochwe, wolnosc i w ogole cale zycie????

Uzywam sformulowania MY bo jak kiedys myslalam ze taka awangardowa jestem w swoich przekonaniach to teraz z czasem widze ze jest NAS sporawo ;)

Co do samego forum - Tyldzie sie nie podobalo naduzywanie slowa bachor, coz, my z KMZ na takie infanty mowimy glisty, na starsze owszem tez - bachory. Nie znam zadnego innego pejoratywnego slowa na dziecko wiec sorry ;) Niektore dzieci sa cute, nie twierdze ze nie, znam pare takich, ale moge z daleka popatrzec i juz.

A jakie sa powodu bezdzietnosci z wyboru wymieniane przez uzytkownikow forum - podobne jak moje.
Czyli:
- brak jakiejkolwiek checi posiadania dziecka i juz
- oprocz powyzszego: umilowanie wlasnej wolnosci i wolnego czasu, plany na przyszlosc, zamilowanie do spokoju i ciszy, udane zycie z partnerem ktorego nie trzeba niczym wypelniac zeby “spoic” , odpychajacy stosunek do samej fizjonomii porodu i dziecka.

Uzytkownicy podaja przyklady jak radzic sobie z atakujacymi dzietnymi (ale bez zadnej agresjii do dzietnych oczywiscie) oraz opisuja czego u dzietnych nie znosza, a sa to rzeczy pod ktorymi bym sie mogla podpisac, a wiec oprocz pytan dlaczego i stwierdzen: zajdziesz to poczujesz instykt albo ostrzezen o szklance wody sa to:
- namawianie do macania po brzuchu zeby poczuc jak kopie
-namawianie do wachania glowki (niemowlecej glowki zeby byla jasnosc ;)
- namawianie do wziecia glisty… sorry - dziecka - na rece
-wyciaganie cyca i karmienie

Irolka od razu ostrzegam ze jak zajdziesz i mi sie kazesz po brzuchu macac to Cie wykresle z komorki i gg ;)))))

Z rozpedu zapisalam sie do fejsbukowej grupy CHILDFREE ktora wyczaila KMZ.

Grupa ma bardzo pasujace mi motto: “because a child is a choice”

I dalej:

'We are a group of adults who all share at least one common desire: we do not wish to have children of our own. We are teachers, doctors, business owners, authors, computer experts - you name it. We choose to call ourselves "childfree" rather than "childless," because we feel the term "childless" implies that we're missing something we want - and we aren't. We consider ourselves childFREE - free of the loss of personal freedom, money, time and energy that having children requires.

No a na koniec jeszcze fajny zart znaleziony na forum:

“Na lozu smierci lezy 80-cio latek, kochany maz, ojciec, dziadek. Zona, wszystkie dzieci, wnuki oraz kilkoro prawnuczat. Wszyscy w milczeniu wpatruja sie w sufit oraz w podloge, czekajac na zblizajaca sie chwile. Nagle cisze przerywa dziadek i rzecze:
- Zdradze wam moj najwiekszy sekret, ja naprawde nie chcialem sie zenic i zakladac rodziny. Mialem wszystko: szybkie samochody, piekne kobiety, sporo przyjaciol i kase na koncie. Ale pewnego wieczoru znajomy rzekl do mnie:
Ozen sie i zaloz rodzine bo na starosc nie bedzie mial ci kto szklanki wody podac na lozu smierci.
Od tego momentu slowa te nie dawaly mi spokoju. Postanowilem radykalnie zmienic zycie i ozenic sie.
Skonczyly sie wyskoki z kolegami na piwo. Teraz wyskakiwalem tylko do nocnego po gerberki dla was moi kochani. Wieczorne dyskoteki z dziewczynami zamienily sie w ogladanie seriali z zona.
Pieniadze z konta zostaly roztrwonione na fundusze inwestycyjne dla was kochane dzieci. Swawolne dni sprzed malzenstwa odeszly jak wiatr…I teraz , kiedy leze na lozu smierci to wiecie co?
- Co? - wszyscy zdumieni wpatruja sie w staruszka.
-Nie chce mi sie k….wa pic!!!”


PS Z ostatniej chwili cos wynalezionego przez KMZ:
“Przelozylam baterie z mojego zegara biologicznego do wibratora wiec nic mi nie tyka” he he

2010-01-11 Zycie jest tuczace


No I jak badania naukowe pokazuja: ZYCIE JEST TUCZACE, a wlasciwie to:
ZYCIE Z PARTNEREM JEST TUCZACE.

Pismo” American Journal of Preventive Medicine “ opublikowalo prace z ktorej wynika ze:
“Kobiety ktore mieszkaja z partnerem bardziej przybieraja na wadze niz ich samotne kolezanki, nawet jesli nie rodzily dzieci”.

Oczywiscie wina nie lezy w partnerze, bo przeciez nie zamyka on dziewczyny w komorce i nie tuczy jak Baba Jaga tuczyla Jasia I Malgosie. Wina lezy w zmianie stylu zycia, a to zalezy niestety w glownej mierze od samej kobiety.

Wg badaczy: “samotne kobiety moga tyc mniej, gdyz ciagle jeszcze umawiaja sie na randki, chca sie podobac, niekoniecznie jedza trzy duze posilki dziennie i maja wiecej czasu na cwiczenia”

Kobiety w stalym zwiazku zas zaczynaja przygotowywac regularne posilki wiec wiecej jedza, jak nie maja na to czasu z powodu zwiekszonych obowiazkow to kupuja malo wartosciowa i tuczaca zywnosc przetworzona, no i wiadomo ze kiedy czas na silownie jak w domu chlop a jeszcze I dziecko.

Czyli wnioski sa jakby takie:

1. Kobieta zamezna lub w stalym zwiazku nie musi sie juz podobac. Zlapala chlopa, jak scementowala zwiazek dzieckiem to w ogole super, teraz moze olac wszystko i rozlazic sie w szwach.
Wlasne obserwcje - niestety potwierdza sie ale na szczescie w niewielkiej ilosci przypadkow. Znajome Irlandki po slubie zazwyczaj zmienialy rozmiar z malusiego 14 na 20 pare.
Pamietam jak siostra Jennie brala slub - przerazona Jennie przyjechala do pracy tylko po to zeby sie zwolnic bo sytuacja byla EMERGENCY - panna mloda zaczela zwiekszona konsumpcje jeszcze przed zaobraczkowaniem wybranca i nie mogla dopiac sukni. Jedna z piekniejszych kobiet pracujacych w hotelu, Czeszka, rok temu wyszla za Slowaka i chyba za duzo knedliczek gotuje bo przytyla z 15 kg. Serio. A przyjaciolce powiedziala ze: juz ma dosc diet I cwiczen, swojemu facetowi sie podoba tak czy siak I sa wazniejsze rzeczy niz waga.
Czy to sie facetom naprawde podoba to inna rzecz, jesli samym kobietom sie podoba - prosze bardzo. Nie oceniam tylko naukowo stwierdzam fakt ;)

2. Kobieta zamezna lub w stalym zwiazku nie ma czasu na cwiczenia I diete.
A czy ktos kiedys spotkal faceta w stalym zwiazku ktory by nie mial czasu na silownie - gdyby chcial - czy na inne rzeczy typu pub, mecz, spotkanie z kolegami itp??? Oni maja czas. Kobieta zazwyczaj poza wykonywaniem dotychczasowych obowiazkow zwiazanych z wlasna osoba przejmuje czesc obowiazkow faceta plus zaczyna sie bardziej starac w kwestii robienia obiadow I sprzatania. A jak juz dziecko dojdzie to przechlapane bo wiadomo ze wtedy to od cycka nie odrywaj poki nie skonczy 18-tu lat bo jak nie to sie oberwie etykietka wyrodnej matki.

Od jakiegos czasu jestem zainteresowana tematem singli, bo jak kazdy wie sama jestem SINGLE a raczej SINGLE BY NATURE. Roznica jest znacza: single by nature to ktos kto moze z kims byc w zwiazku, nawet malzenskim, ale zachowuje egoizm wlasciwy osobie samotnej.

No i tak czytam czytam i gromadze wiedze I widze czarno na bialym ze SINGLES i SINGLE S BY NATURE  maja lepiej.
Bo sa przewaznie lepiej sytuowani, maja wiecej czasu na realizowanie siebie, podroze, ksztalcenie sie, maja ciekawsze zycie, a dodatkowo jak sie okazuje sa szczuplejsi.
Kiedys powstanie taka odwrotna bohaterka do Bridget Jones, taka co bedzie mezatka z dwojka dzieci i bedzie zazdroscic innym swobody I niezaleznosci : )

Gdyby nie instynkt macierzynski i instynkt wicia gniazda kto u zdrowych zmyslach by sie pchal w te dzieciaki I mezow, co? No chyba nikt.
Oprocz jednostek slabych co same sobie w zyciu rady nie dadza, ot co.

Gdybym byla na Onecie i ukazala sie na stronie glownej pewnie zasypaly by mnie komentarze jak to sie oszukuje, jak w gruncie rzeczy jestem samotna, biedna, jak mi nikt szklanki wody nie poda na starosc i jak mi sie zachce dzieci po piecdziesiatce ale wtedy juz jajeczka beda wyschniete.

Na szczescie jestem na interii wiec moge sie spokojnie oddac nauce (kolejny assessment do college’u trzeba oddac dokonca stycznia) cwiczeniom (na silownie mi sie nie chodzic wiec cwicze w domu przy programie “JA chce miec takie cialo, brzuch, posladki I ramiona plus godzina na stepperze) planowaniu kolejnych wakacji I wypadow trzydniowych (Madrid, Madrid, Madrid I ewentualnie Lizbona) I upojnych wieczorow z Iksem.

No normalnie I LOVE MY LIFE : )

PS Przypuszczalnie to Iks mi poda te szklanke wody. He he, moze do konca bedziemy taka zwariowana para - nie para. On sie juz chyba z tym pogodzil : ) 






2010-01-10


Mini burza sniegowa widziana z mojego pokoju




Przed moim domem :)



W drodze do Tesco :)




Balwankowi odpadl nos ale jakie tfuurcze wykorzystanie bielizny ;)


Mini foto-relacja z mojego osiedla powstala na prosbe dentysty, ktory onegdaj startowal z Norwegii podczas burzy snieznej i chcial na wlasne oczy zobaczyc co sie takiego w Irlandii dzieje ze nie moglam na wizyte doleciec.

Klenska zywiolowa : )

Nie mam zadnego zimowego ubrania, kozuszek z Zakopanego w Polsce, rekawiczki kiedys kupilam w Marks&Spencer i gdzies wsadzilam, nawet zadnych rajstop grubych nie mam bo takowymi gardze, preferujac ponczochy samonosne. O butach juz nie wspomne bo oczywiscie mam tylko nieocieplone botki na dosc wysokim obcasie.
No wiec nie wychodze nigdzie za wyjatkiem krotkich przejazdek do Tesco po zapasy jedzenia i alkoholu : )

Przy okazji takiego wyjscia ponownie potwierdzila sie teoria KMZ ktora na podstawie wlasnych obserwacji doszla do wniosku ze najwieksze rwanie ma bez makijazu, w reczniku na glowie (umyte wlosy) i szlafroku. Niestety ciezko sie tak poruszac po miescie : )

Juz raz wspomnialam jak to Iks sie mna zachwycil kiedy w lnianych spodniach i bialym obuwiu sportowym, z wlosem nieuczesanym I makijazem startym odprowadzalam go do samochodu.
A dzis wlasnie wybralam sie do Tesco z samego rana odkrywszy ze nie mam nic na sniadanie ani obiad na najblizsze pare dni. Oprocz whisky ;)
Pomyslalam sobie ze przeciez nie bede odstawiac calego cyrku z robieniem fryzury i makijazu skoro moge to spokojnie zrobic po powrocie, wiec pojechalam tak: wlos nie tylko nie uczesany ale tez przetluszczony, twarz nietknieta niczym, nawet podkladem, kompletnie saute, jakies tenisowki na nogach bo to jedyne buty na plaskiej podeszwie jakie posiadam - ogolnie:
atrakcyjnosc wg mojej oceny minus 5.
Wracajac parkuje pod sasiednim blokiem bo z podziemnego garazu wciaz wyjechac sie nie da z powodu lodu i dreptam z dwiema wypchanymi siatami, drobie wlasciwie zeby orla nie wywinac, mruczac pod nosem FUCK FUCK FUCK.

I oto widze ze jakis mlodzian podbiega z naprzeciwka i po polsku entuzjastycznie wykrzykuje:
-Alez ja pani pomoge!
Mysle: no Boze Ty moj, tak zle ze mna ze mnie wzieto za babcie-staruszke co to nie moze zakupow dla wnukow doniesc, i mowie :
-Nie trzeba, dziekuje, mam tylko pare krokow.
Ale mlodzian nie daje za wygrana:
-No to ja pani drzwi przytrzymam chociaz.
Nie dosc ze przytrzymal to sie uparl ze do windy ze mna pojdzie i mi ja otworzy.

Czekajac az zjedzie pytam mlodziana:
-A skad pan wiedzial ze ja tez jestem z Polski?
-No jak to, przeciez wszystkie piekne dziewczyny to Polki.
Patrze na chlopaka jak na idiote i stwierdzam ze ten sie wpatruje jak w obraz normalnie, z oczami maslanymi.
-A tak w ogole to mam na imie Darek.
A milo milo, dziekuje za pomoc, do widzenia - I wsiadlam do windy a Darek jeszcze cos tam wykrzykiwal, ze niby jak ja mam na imie czy cos.

Ale te chlopy dziwne, oj dziwne.

Zeby sie odsunac myslami od zimy skupiam sie na wakacjach we Wloszech.
Najpierw zmienilam hotel w ktorym sie zatrzymamy, a to pod wplywem KMZ ktora sprawdzila na Google Earth ze ten wybrany jest bardzo pod gore i jak my bedziemy sie po kolacji i winie wieczorkiem wdrapywac skoro zdecydowanie lepiej byloby sie turlac?
Prawo grawitacji jest nieublagane wiec znalazlysmy inne miejsce, nie hotel ale apartament 3* z kuchnia, co jest nam bardzo na reke bo wreszcie wino bedzie mozna chlodzic w lodowce a nie w bidecie.
Lepiej polozony i tez blisko plazy wiec zmienilam booking. Cena taka sama: 700 e za 10 noclegow.

Niestety kiedy przesledzilam loty na termin ktory juz wybralysmy okazalo sie ze fatalnie sa rozlozone. Kombinowalam z Air Lingusem i z Ryan Airem na lotnisko w Pizie badz Bolonii, ale albo terminy nie takie albo przylot bardzo pozno a wylot bialym switem. Przesledziwszy wszelkie mozliwe kombinacje stwierdzilam ze idealnie pasowalo by przesunac rezerwacje o pare dni, z 18-go na 21 maja.
No wiec wchodze ponownie na strone booking.com chcac to zrobic ale widze ze apartament jest juz niedostepny.
Oczywiscie nie zrazam sie i nie daje za wygrana: pisze maila bezposrednio do wlasciciela apartamentu.
Za jakas godzine dostaje odpowiedz: nie ma problemu, prosze skasowac rezerwacje zrobiona przez booking.com a ja zrobie ja bezposrednio u siebie.
W razie czego mecze milego pana kolejnym mailem ze prosze jeszcze o potwierdzenie czy cena bedzie na pewno taka sama, 700 e?
Pan odpowiada: wlasciwie to bedzie tylko 610 e. Policze pani od poniedzialku do czwartku taniej.

No kurcze, czy zycie nie jest piekne a ludzie kochani ;))))) Z kazdej strony mile niespodzianki od mojej ulubionej towarzyszki Opatrznosci.

No to na dzis tylko to mi zostalo:


2010-01-07
Moi drodzy, pozwolcie ze nie odpowiem na komentarze pod poprzednim postem (wszystkich pozdrawiam i dziekuje) za to zrobie maly updejcik : )

Moja podroz do kraju przodkow zaczela sie zwyczajnie. Na lotnisko spokojnie dojechalam taksowka, dwie godziny przed czasem zeby po sklepach pochodzic. Odprawy bagazowej nie mialam bo zabralam z soba tylko bagaz podreczny, pan przy tasmie bardzo byl mily i rozmowny, kawka w Starbucksie super.
Kupilam dwie duze butelki whisky i cztery male baileysy, wersja mini, ktore przezornie i z wprawa ;) poupychalam w kieszeniach.
Przyszlam sobie spokojnie do gate i widze ze lot “delayed”.
Za chwile pojawil sie pan z obslugi by rzec do mikrofonu po polsku:
“Przepraszamy panstwa ze odprawa bedzie opozniona bo…. Bo… lot jest opozniony”
Tak mu to fajnie wyszlo ze pasazerowie wydali z siebie sympatyczne “ha ha ha” i ktos tam nawet przyklasnal uradowany.
Polak widzac takowy aplauz rozochocil sie i zaczal nawijac:
“Tak, widzicie panstwo sami co sie dzieje, snieg sypie, moze was w ogole nie wypuscimy, ha ha”
Tak sie rozkrecil ze tylko czekalam az wyjmie sprzet didzejski i powie:
No to ja teraz zapodam panstwu muze…. I zacznie miksowac.
Ale nie, poszedl.
Mimo wszystko sympatycznie sie zrobilo. Rozgladnelam sie uwaznie po tlumku czy aby dzieciarni duzo. Ze dwa infanty ale spokojne - ok.
No ale niestety byl Justin.
Ktoz to Justin?
No wiec stala sobie jedna taka szczupla strasznie dziewczyna, skora na braz po solarium podwojna osemka (jak ktos ogladal przyjaciol wie o co chodzi), wlosy dlugie platyna, kozaczki najnowsza moda jak kot w butach i skorzana kurteczka, plus legginsy.
Dziewcze owo posiadalo syna w wieku okolo 4 lat, zdecydowanie po ojcu Irlandczyku: nalana rozowa piegowata geba przechodzaca czesto w czerwien podczas darcia sie, maly kartofelkowaty nos, marchewkowe wlosy wystrzyzone po bokach, wygolone wlasciwie, posrodku glowy przebiegal czub a z tylu wisialy dluzsze pasemka zafarbowane - uwaga - na platyne.
Chlopcze zwalo sie Justin a wiem stad ze kiedy biegal, walal sie po krzeslach, rzucal na podloge, wrzeszczal, kopal, plul - matka rozpaczliwie powtarzala: Justin, Justin, uspokoj sie, Justin…

Pomyslam sobie ze jak Opatrznosc mi takiego figla zrobi ze Justin bedzie siedzial ode mnie w zasiegu reki to nie recze za owa reke.
Na szczescie tak sie nie stalo.

Po okolo polgodzinnym opoznieniu wpuszczono nas do samolotu i juz nic nie zapowiadalo klopotow kiedy kapitan obwiescil ze musimy czekac na usuniecie sniegu z pasa startowego, ale ze wylecimy “shortly”.
Shortly trwalo kolo pol godziny, potem bylo nastepne “shortly” a potem okazalo sie lotnisko bedzie zamkniete na 2 godz i ten czas sobie posiedzimy w samolocie.

Oczywiscie Justin natychmiast sie uaktywnil i zaczal zasuwac na czworakach po pokladzie jak marchewkowa gasienica.
Coz bylo robic - zaczelam wyciagac z kieszeni poukrywane buteleczki baileysa i pociagac z gwinta, ku nieukrywanej zazdrosci sasiadow : )

Po okolo dwoch i pol godzinach kapitan radosnie obwiescil ze lot zostal odwolany i ze mamy sie udac z powrotem do budynku oraz poczekac na przedstawiciela RyanAir.

No I wtedy Justin si jakos usunal w cien a uaktywnily sie buraki.
Buraki zaczely bluzgac wkolo i wykrzykiwac (po polsku) ze jak to, co za granda, jak to moze byc, w Polsce snieg nie taki jest a wszystko lata a tu 3 cm i afera, ze oni nie wyjda, oni chca leciec, oni zostaja…
W koncu jednak wyszli i przeszli z reszta do srodka gdzie zaraz pojawil sie mily przystojny pan, przeprosil, powiedzial ze wszystkie linie loty odwolaly i ze mozemy sie udac do biura RyanAir na gorze zeby dostac refund albo zalatwic to przez internet.

I wtedy najglosniejszy burak zaczal wrzeszczec:
-A co to po angielsku sie mowi??? Po polsku niech mowi! (Burak nie zauwazyl chyba ze bylismy wciaz w Irlandii a wiec w kraju angielsko-jezycznym)
A potem sie zwrocil do wspolpasazerow:
-Ludzie, chodzmy kupa do ich biura, musza nam zaraz samolot podstawic, musimy dzis wyleciec, tylko wszyscy, kupa…

Ostatnie slowa dochodzily do mnie echem z oddali bo za burakami jak i kupami nie przepadam i unikam. Poszlam na gore zerknac jaka kolejka sie ustawila do owego biura i od razu sie wycofalam na postoj taksowek. Pisze te slowa o polnocy i mysle ze czesc ludzi tam moze jeszcze byc by sie upominac o refund.
Na postoju kolejna surprise - a ze 200 osob w ogonku. Pan z obslugi pocieszyl koncowke ogonka czyli i mnie ze caly Dublin w korku stoi i zebysmy nie liczyli na taksowke wczesniej niz do 2 godz stania.
Ale Opatrznosc nade mna czuwala bo oto z przodu odezwal sie jakis glos:
-A czy ktos z panstwa moze jedzie do ….. I tu wymienil nazwe mojego osiedla.
Przebilam sie przez tlumek uradowana i podziekowalam milemu starszemu irlandzkiemu malzenstwu ktorzy postanowili sie podzielic taksowka z innymi.
No wiec polowa sukcesu - bylam w samochodzie, jechalam.
Tylko ze przed wylotem na N3 koooooreeeeek ze hej.
Stalismy w nim z godzine tylko dlatego ze taksowkarz zapieprzal innym pasem i sie potem chamsko wciskal. Bo inaczej bylyby z 2 godziny.
Taksi kosztowalo 70 e zamiast 30 jak zwykle bo w korku licznik tez bije. Ale mila para postanowila ze dzielimy sie na 3 czesci nie 2.
Dobrnelam do domu okolo dziewiatej i zaraz weszlam na strone Ryanaira.
Nie wiem po co ludzie tloczyli sie tam na lotnisku przy biurze skoro refund zajal mi 5 minut online?
Przy okazji zabukowalam juz kolejny lot na 26go do 30go, konsultujac wczesniej termin z dentysta i Jennie.
Sniegi do tej pory powiny stopniec : )
A na razie mam 2 butelki whisky, siedze sobie w ukochanym domku, jutro przychodzi Iks czyli nie ma tego zlego ; )

2010-01-06

Bedziecie tesknic ;) I ja tez bede ale niestety nadszedl ten moment by udac sie do kraju przodkow i odwiedzic rownie stesknionego za mna dentyste : )

To tak na koniec napisze tylko ze: stalo sie dla mnie wreszcie jasne ze aby KMZ byla gotowa do wyjscia o 14tej nalezy przyjsc o 12.30 i od 13tej medzic zeby sie pospieszyla. Wtedy jest szansa wyjscia nawet o 14.30 jesli medzenie jest sugestywne i powtarzajace sie cyklicznie ;)

I stalo sie dla mnie zrozumiale ze jak czlowiek chce dobrze zjesc i sie napic za smieszna kwote trzeba isc do swego dawnego miejsca pracy gdzie ponownie zatrudnilo sie z 50% jego znajomych co za 2 glowne dania i 2 kawy z potrojnym baileysem skasuja tylko 11 e ; ) I jeszcze dadza bezplatny bilet na parking.

A tak w ogole to Sherlock Holmes wymiata, Robert Downey Jr wymiata a Guy Richie wybornym rezyserem jest i polecam goraco pojscie do kina. Nie polecam zostania do konca i ogarniecia okiem co irlandzka mlodziez po sobie zostawia - chlew, chlew i jeszcze raz chlew. Wspolczuje sprzatajacej ekipie.

No i juz na sam koniec napisze ze moja wspollokatorka byla w szoku ze nie dosc ze Sylwestra spedzalam z kolezanka to jeszcze do kina ide z kolezanka (z inna ale to tym gorzej). No bo w koncu zwiazek z mezczyzna swoje reguly ma, ze cie nie dopuszcze … tfuuuu, ze cie nie opuszcze itd.

Juz sam fakt ze Iks gotuje a ja ozdabiam przestrzen (“Ty Kochanie tam tylko stoj zebym mogl patrzec na Ciebie ;) jest rzecza niepojeta.

Tak mi sie od razu przypomnial blog na jakiego trafilam przypadkiem i notke w ktorej dziewczyna pisala ze kolezanka swemu narzeczonemu nie gotuje i w ogole biedak nie zna smaku normalnej zupy, ale chyba mu to nie przeszkadza skoro sie wydaje zdowolony ijej nie zostawil? A w komentarzu jakas laska napisala ze jej maz w nia czyms rzuca jak kolacja nie jest na czas… o Matko Buzka!

Shirley Valentine by sie w grobie przewrocila normalnie ;)

Na szczescie sa mezczyzni co dostrzegaja w kobiecie inne rzeczy niz dostarczanie gotowej strawy i wyprasowanych koszul.

Do poczytania po 12-tym : )







<< Luty 2010
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
Księga gości
 
O mnie
Dublinia
38
Słówko o mnie
ZAKOCHANA W IRLANDII, ZAKOCHANA W ZYCIU e-mail Dublinia@onet.eu
Zobacz mój profil
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
59947
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
4064
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
26
Wyszukiwanie
Wyszukaj w tym blogu:
Fraza:
Od kalendarz do kalendarz
 
Archiwum
Rok 2010
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad
Zobacz serwisy INTERIA.PL