Dublinia
Dublinia.blog.interia.pl
Notki
2009-11-20
Osmy odcinek Desperatek po prostu genialny.
Odkrylam tez wspanialy serial ROME , a to dlatego ze Dublin byl w oku cyklonu i wolalam sie nie ruszac z domu. Uczyc tez mi sie nie chcialo wiec - co mi sie rzadko zdarza - spedzilam caly dzien na tzw pampering czyli dogadzaniu sobie (kapiele, nacierania, wino, swiece) i na ogladaniu.

Posprzatalam tez wreszcie w szafie wywalajac stare ciuchy - miedzy innymi zeszloroczny plaszcz. Bo wreszcze, po okolo dwoch miesiacach poszukiwan udalo mi sie kupic cos w czym:

1. Nie wygladam jakbym miala garba
2. Nie wygladam jakbym miala wypchany kuper
3. Nie wygladam jakbym miala ramiona Van Diesela

Oto on:

http://www.mangoshop.com/zoomProducto.faces?state=she_001_007_IN&id=11000500&type=zoom&idioma=IN


Firma Mango, 139 e. Kocham cie Hiszpanio za Mango!

Jakby sie ktos zastanawial czemu ogladalam losy Cezara i sprzatalam zamiast sie oddac namietnemu seksowi z Iksem odpowiadam - Iksa juz nie ma.
Im single again.

Pamietacie co napisalam po ostatnim poscie o roznicy miedzy zabraniem z pokoju hotelowego pilota a zabraniu baterii z pilota.
No wiec moge uzywac white lies czasami, owszem. Ale nie chce klamac w kwestiach istotnych.
Niestety nie moglam powiedziec nieprawdy zapytana o przyszlosc tego zwiazku.

Nie dla mnie mieszkanie razem, wspolne zycie, plany Itp. Wiedzialam ze po kolejnej rozmowie na ten temat zakonczonej niesympatycznie on zadzwoni i znowu sie wszystko zacznie od nowa wiec tym razem postanowilam to zakonczyc. Bo predzej czy pozniej sytuacja sie powtorzy a nie chce zeby on tracil czas na mnie. Dlatego ze go naprawde bardzo lubie i nie mam zamiaru tego dalej ciagnac kiedy wiem ze on nie jest w pelni szczesliwy.

Zakonczylam wiec, nie odpowiadam ma telefony ani na smsy. Zerwanie plastra musi byc gwaltowne, poboli ale przez chwile. W naszej ostatniej wymianie smsow napisalam ze chce jego szczescia dlatego to koncze I wiem ze i dla niego i dla mnie to najlepsze rozwiazanie.

Tzn dla mnie nie az tak bo koniec regularnego seksu na jakis czas ale to nie jest koniec swiata(tego juz mu nie napisalam)

Wow, dobrze ze nie zdazylam kupic prezentu gwiazdkowego, co za wyczucie chwili.

Przypominam ze 28 jest 3-cia rocznica bloga - bedzie niespodzanka (przynajmniej dla niektorych ;) dostepna tylko miedzy 21 a polnoca czasu irlandzkiego.




2009-11-15 Julie&Julia
Mam mieszane uczucia co do zobaczonego wlasnie filmu “Julie&Julia”.
Gdyby ktos nie byl obeznany z trescia: oto niespelniona pisarka ktora uwielbia gotowac a jej wzorem jest osobowosc telewizyjna lat 60-tych Julia Child, autorka ksiazek kucharskich i gospodyni programow kulinarnych. Mloda kobieta o imieniu dosc podobnym do swej idolki - Julie - zaczyna pisac bloga ktorego tematem bedzie jej roczne zmaganie sie z przygotowaniem wszystkich potraw z najslynniejszego dziela Julii “Mastering the Art of French Cooking”
A jest ich “tylko” 524 : )

Tak bylo naprawde - Julie Powell istotnie pisala swego bloga ktory stal sie na tyle popularny ze zaproponowano jej wydanie go w formie ksiazkowej,a potem powstal film. Jakie to krzepiace dla nas - blogerow ;)

Co do filmu: sa to dwie odrebne historie przeplatajace sie na ekranie. Akcja pierwszej toczy sie w latach wczesnomalzenkich Julii Child, kiedy to ze swym malzonkiem przybyla do Francji i zaczela odkrywac w sobie zamilowanie do gotowania. Wielka i nieatrakcyjna kobitka o irytujacym glosie zdolala skonczyc prestizowa szkole kucharska Le Cordon Bleu, rozpoczela kariere pisarska a przede wszystkim zawojowala Amerykanki swym programem telewizyjnym i naturalnym, jowaialnym podejsciem do gotowania (cos spadlo, nie wyszlo, spalilo sie - trudno ;)

Druga opowiesc skupia sie na zyciu trzydziestoletniej Julie, rozczarowanej praca i przeprowadzka, przybitej tym ze jej kolezanki robia kariere a ona stoi w miejscu.
Dla Julie gotowanie jest swoista terapia - to cos co jej sie prawie zawsze udaje, co powoduje ze po ciezkim dniu moze sie zrelaksowac mieszajac skladniki i patrzec jak przeistaczaja sie one w doskonala potrawe.
Julie zaczyna wiec pisac o tym bloga ktory stanie sie jednym z najpopularniejszych a jednak nigdy nie zyska sympatii samej Julii Child.

Nie wiem czemu ale jakos te dwie historie zamiast sie przenikac stawaly sie coraz bardziej odrebne. Tak jakby ktos dwa rozne filmy poszatkowal i zmiksowal w jeden. Bardziej wciagnal mnie swiat Julii Child i chetnie obejrzalabym film tylko o niej, a zycie miala ciekawe , oj ciekawe, wystarczy sobie wyguglowac nazwisko.
Zdecydowanie i opowiesc o Julii i grajaca ja Meryl Streep spychaja na dalszy plan dosc nudnawa Julie, jej problemy i Amy Adams.

Co do prawdziwej Julii - oczywiscie ogladnelam na You Tube jeden z jej show. Jak juz kiedys pisalam gotowac nie cierpie ale uwielbiam programy o kucharzeniu, choc tylko kiedy sa prowadzone w interesujacy sposob wybiegajacy poza : “a teraz wszystko mieszamy i dodajemy 2 szklanki maki”. No i gospodarzem musi byc ktos nieprzecietny z charyzma.
Julia Child to nie jest moj typ, glownie z powodu nieciekawej aparycji i okropnego glosu. Wiem ze w swoich czasach zdecydowanie sie wybijala z tla i wpasowala sie w oczekiwania odbiorcow, ale ja jednak zdecydowanie wole Ramsaya czy Olivera, o Nigelli nawet nie wspominajac bo to bogini i mozna ja sama lyzkami jesc.
Moze dlatego ze sama nie wykorzystuje przepisow pokazywanych w programach a tylko skupiam sie na samej radosci z ogladania zabawnego , przystojnego mezczyzny czy pieknej kobiety.

A swoja droga czy tylko ja tak mam czy widok gotujacego faceta dziala na kazda podniecajaco ;))))) ???
Moglabym godzinami patrzec na Iksa jak obiera, sieka, naciera przyprawami, miesza, odcedza…. Mmmmmmmmm … zglodnialam ;)

2009-11-12
Moze ktos ma patent jak w mily, delikatny, nie obrazajacy uczuc sposob dac facetowi do zrozumienia zeby sobie juz poszedl???

No Boze ty moj, obiad zrobiony (przez niego) i zjedzony, dwie butelki wina wypite, seks dwa razy byl, odcinki "Hung" zobaczone razem w ilosci trzy, inteligentna, dowcipna wymiana zdan byla, rozmowy na temat pracy/college'u/przezyc osobistych byly, cuddling byl, pocalunkow nie zlicze, swieczki sie wypalily i ogolnie przefajnie tylko ze czlowiek by chcial juz zostac sam!

Na marginesie - zbliza sie trzecia rocznica bloga, dokladnie 28.11. Jakby ktos mial jakies zyczenia co do tresci jubileuszowego postu to prosze dac znac : )
2009-11-10 Gdzie te seriale :)
No normalnie mam CRUSH !

Tzn nie stluczke ale zapalalam gwaltowna sympatia i pozadaniem ; ) do pewnego aktora … Jest to najzupelniej niewinne i zdarza mi sie raz na jakis czas (byl Bon Jovi, Halloway I Jackman)
Jednym slowem jeden pan jest Ciachem Listopada I zanim zdradze ktoz zacz maly wstep.

Wiecie ze ogladam seriale. No bo co mozna ogladac jak czlowiek 1,5 godz zapycha na stepperze, przeciez nie jakies ambitne kino np Atonement (Pokuta) , bo by zasnal z nudow i spadl obijajac sie okrutnie : ) Wezykiem wezkiem, choc akurat Pokuta okropnie mnie rozczarowala. Piekny wizualnie obraz (no przeciez jak suknia splywa po kosciach , tzn po ciele Keiry to az sie czuje ten dotyk materialu na sobie) ale rozwlekly i przecietny. Pomijajac role naszej dziewczyny z Carlow Saoirse Ronan I koncowke.

To taka dygresja byla. Wracajac do seriali: oj juz takich Friendsow czy Seksu w Wielkim Miescie czy Ally McBeal to chyba nie bedzie. Ogladnelam je wzdluz i wszerz wiec szukam nastepcow.
LOST byl objawieniem do trzeciego sezonu. Czwarty zobaczylam juz tylko dla Sawyera a zeby ogarnac piaty trzeba by wszystkie sezony przejrzec przed kazdym nastepnym odcinkiem by zalapac o co chodzi a ja za leniwa jestem.
Czysta Krew to nie moje klimaty i bola mnie zeby na dzwiek akcentu Sookie ale pierwsza czesc jeszcze znosna byla dopoki jeden z bohaterow nie zamienil sie w psa.
A ja jak wiecie wole koty ;)

BONES serie pierwsza ogladnelam z zainteresowaniem a siegnelam po nia po wywiadzie z autorka ksiazki i wspolautorka scenariusza, bardzo interesujaca osoba.
Bohaterka serialu jest swietnie zagrana przez nieopatrzona aktorke, jest interesujaca I wyrazista (Swietne powiedzonko I don’t know what it means) no I Boreanaz tuz obok.
Miedzy nimi iskrzy az milo, drugoplanowe postaci tez ciekawe i ogolnie polecam tylko ze o 10 rano widok rozbeblanych szczatkow ludzkich jakos nie koresponduje z bestroskim pedalowaniem na stepperze.

Desperatki trzymaja poziom i ogladam juz szosta serie, czasem z sentymentem siegajac do poprzednich sezonow ktore oczywiscie posiadam.
Nie rozumiem tylko scenarzystow ktorzy uparli sie pokarac Lynette nie tylko mezem nieudacznikiem I dzieciorobem ale i kolejna blizniacza ciaza, akurat kiedy kobiecina sie wreszcie z domu wyrwala i robi znow kariere.
W TV leci wlasnie sezon VI ale poniewaz mam wiekszy przerob niz jeden odcinek na tydzien postanowilam nabyc jakis inny znany serial ktory juz emitowany jest od jakiegos czasu ale nigdy na niego nie trafilam.

Aby nie kupowac kota w worku najpierw zorganizowalam sobie samples czyli po jednym, dwa odcinki z tych bardziej znanych hiciorow.
Dr House np.
Uwielbiam Hugh Laurie od momentu kiedy w Rozwaznej i Romantycznej trzymal dziecko w rekach jakby to byla bomba z mina pelna obrzydzenia.
Ale pilot serialu jakos mnie nie wciagnal wcale. Potem wzielam na tapete Mad Men.
Bardzo wystylizowany i uroczy wizualnie, lata piecdziesiate XX wieku, biodrzaste I biusciaste kobiety w przededniu ich zmiany z kur domowych w business women, mezczyzni w szelkach, kleby dymu papierosowego, inteligentna fabula.
Tylko ze jakos tak nie palalam checia na kontynuacje. Nie zaiskrzylo.
Dexter - brrrrrrrrr.
Ugly Betty - nawet jako obraz lecacy w tle przy stepperze za dziwaczny. Zreszta wizja brzydkiego kaczatka jakos nigdy nie byla mi bliska.
Scrubs czyli Hozy Doktorzy - bez obrazy dla wielbicieli - chyba skierowany w strone bardzo mlodej I niezbyt wymagajacej mlodziezy.
How I met your mother - od biedy mozna ogladac tylko czemu glowny bohater taki paskudny???
KMZ powiedziala mi ze mam do seriali podobny stosunek jak do facetow - szybko sie zrazam a czasem potrzeba troche czasu na rozkrecenie ; ) …ale ja nie lubie czekac.
Zniechecona wrocilam do klasyki czyli do Fawlty Towers i uroczego Murder, she wrote z Angela Lansbury.
I nagle - CRUSH.
Nie wiem jak wpadlam na HUNG - w polskiej wersji Wyposazonego - ale juz po czolowce bylam pewna ze to jest to!
Dla nie-fanow seriali krociutkie wprowadzenie: super sexy facet, kiedys sportowa nadzieja a dzis trener koszykowki w podrzednym liceum na przedmiesciach, ojciec paskudnych (wizualnie) nastoletnich blizniakow I byly maz blond bylej pieknosci (ktora zostawila go dla kasiastego doktora) ma same problemy. Bo jakby nie dosc bylo braku kariery I pieniedzy to jeszcze jego rodzinny dom sie spalil I facet spi w namiocie usilujac jakos sie pozbierac. Na kursie motywacyjnym postanawia wykorzystac w celu zarobkowym to co jest jego atutem: duzy penis.
Zostaje wiec meska prostytutka a swoim alfonsem mianuje znajoma, niewydarzona I nieatrakcyjna poetke.
To nie jest sitcom ze smiechem w tle choc humor jest ale bardziej wysublimowany
(Byla zona ktora wyszla za doktora dla kasy nie chce uprawiac z nim seksu kiedy malzonek stracil duzo pieniedzy przez kryzys na gieldzie. On sie do niej dobiera a ona: Im not in the mood.
On pyta -Why? Ona - I don’t know… economy…)
To po prostu ciekawy serial obyczajowy z rewelacyjnie dobranym odtworca glownej roli (sliczny tyleczek).
Swoja droga czy sie myle czy jest to pierwszy w historii pierwszoplanowy bohater serialu ktory sie trudni taka profesja?

Przy okazji zaczelam sie zastanawiac czemu meska prostytucja ma mniej pejoratywny wyraz i w spoleczenstwie i w mediach niz damska.
Tak samo jak kobieta jest puszczalska sypiajac z wieloma facetami (wydzwiek negatywny) a facet majacy mnostwo kobiet jest casanowa (pozytyw) tak i kobieta jest dziwka, k..wa czy prostytutka a mezczyzna ew. zigolakiem czy tzw escort. No nawet samo slowo “prostytutka” ma tylko rodzaj zenski (chyba ze jestem do tylu i juz sie mowi “prostytut” ; )
Choc np w ang. sie mowi prostitute w obu rodzajach.
Kobiety prostytutki w filmach rzadko sa tymi top-class call girls, przewaznie maja wyzywajacy stroj, wulgarny makijaz I wystaja gdzies po ulicach (Pretty woman) a faceci poruszaja sie samochodami w drogich garniturach (Amerykanski Zigolak z Gere).

No i jakos nie moge pozbyc sie wrazenia ze mimo ukladu klient i wykonawca to mezczyzna i tak ma jakas przewage nad kobieta w seksie nawet jesli wykonuje usluge, ma ja tez kiedy te usluge dostaje. Czyli zawsze jest gora.

Osobiscie nie uwazam prostytucji za cos nagannego, oczywiscie o ile nikt nikogo nie krzywdzi ani nie wykorzystuje. Cialo jest wlasnoscia danej osoby i ma ona prawo go uzywac jak chce. Zreszta wychodzenie za maz za nadzianych dziadkow i uprawianie z nimi seksu w zamian za majatek to co niby jest jak nie zalegalizowana, uswiecona sakramentem prostytucja?

Znam wiele kobiet ktore wyszly za maz z rozsadku by miec tego zywiciela rodziny i chodza z nim do lozka bo to cena za bycie zona. Wiec jaka w sumie roznica, moze tylko taka ze prostytutka ucziwie dokonuje transakcji. Czy prostytut - zeby nie bylo ze jestem niepoprawna politycznie ; )

Temat zigolaka jest mi szczegolnie bliski bo jak juz raz komus napisalam w komentarzu na jego/jej blogu (nie pamietam u kogo) to bylby to dla mnie mezczyzna prawie idealny. Gdyby mnie oczywscie bylo stac na utrzymanie go na wylacznosc (zeby mnie czyms nie zarazil) jakas stala pensja czy cos, pelna dyspozycyjnosc I wydolnosc, udpowiednie wymiary i aparycja Thomasa Jane.
Zadnych problemow, fochow, dasow, swietny seks I see you next time.

Ach, rozmarzylam sie …. ;)

Na pocieszenie mam to ze jak widac nie wszystkie przedstawicielki plci pieknej moga sie cieszyc dostepem do duzego czlonka o ile za niego nie zaplaca, a ja mam go, ze tak sie wyraze, na wyciagniecie reki ;)))

2009-11-03 Pierwszy dzien pracy.
Przygotowywalam ostatnio projekt do college’u na temat staff induction czyli programu wprowadzajacego dla nowych pracownikow. Mialam taki opracowac dla potrzeb mojego miejsca pracy, przeprowadzic go z kolega udajacym nowego recepcjoniste a potem napisac esej prezentujacy moj punkt widzenia na podstawie przeczytanych materialow oraz wlasnych i moich przyjaciol doswiadczen.

Nawet nie wiedzialam ze sa jakies “trendy” w induction, tak jak sa np w modzie czy stylu zycia.
A sa. Napisalam swietny program - przynajmniej tak uwazam a niedlugo sie dowiem co tutor o tym sadzi, ale tez natchnelo mnie to do wspomnien I przemyslen na temat “pierwszy dzien pracy”.

Co moge powiedziec o swoich przezyciach - pierwsza praca zaraz po technikum: szef mnie posadzil przy komputerze (z ktorym to urzadzeniem mialam stycznosc rowniez po raz pierwszy) kazal mi cos zrobic po czym sobie poszedl. Nikt mi w niczym nie pomogl, nie usmiechnal sie, nie pokazal co i jak. Dalam sobie rade I ciesze sie z tego ale z drugiej strony dopiero teraz kiedy sie o tym ucze uswiadamiam sobie jakie to jest nie fair rzucanie nowej osoby na gleboka wode, zwlaszcza kogos po szkole bez zadnego doswiadczenia.
Ale takie czasy byly ze zaczelo sie bezrobocie, nikt sie nie przejmowal pracownikiem. Nie podoba ci sie , nie dajesz rady - nastepni czekaja w kolejce.

Druga praca - niedoszla wlasciwie- w wielkiej firmie z udzialem kapitalu zagranicznego ktora z hukiem upadla pare lat pozniej. Po bardzo profesjonalnym interview I osobistym spotkaniu obu prezesow (mialam byc sekretarka jednego) zostalam przyjeta I mialam zaczac prace zaraz po powrocie z wczasow w Hiszpanii.

Przyjezdzam sobie pierwszego dnia, sekretarka nic nie wie o mnie, prosi mnie zebym usiadla, czekam i czekam, wreszcie po jakiejs GODZINIE pojawil sie prezes I powiedzial ze bardzo przeprasza ale etat bedzie dostepny dopiero za trzy miesiace. I ze mnie MOGA na ten czas oddelegowac do innej zaprzyjaznionej firmy, podobne stanowisko ale polowe mniejsza pensja.
A kurna zadzwonic sie nie dalo???
Podziekowalam im i po prostu wyszlam. A szkoda bo powinnam byla im powiedziec co mysle o takim podejsciu. (Nawiasem mowiac z owym prezesem polaczyl mnie pozniej krotki I intensywny romansik ale to juz calkiem inna historia).

Kolejna praca - szef wychowany w Stanach, bezposredni, sympatyczny, wyluzowany. Male grono pracownikow, wszyscy mili, pomocni, z poczuciem humoru. Choc branza nietypowa i bardzo specjalistyczna weszlam w to jak noz w maslo i musze powiedziec ze to wlasnie dzieki tym pierwszym dniom pokochalam to miejsce z mety.

W moim poprzednim hotelu, jako ze wielki byl, prestizowy i zwiazkowy, induction przeprowadzano z wielka pompa. Bylo to calodniowe szkolenie z zakresu przepisow BHP, przeciwpozarowych oraz tzw Manual Handling. Ale przede wszystkim zrobiono fajne i zabawne wyklady na temat “w jakim to legendarnym miejscu pracujesz” i “czym sie szczycimy”, ilustrowane filmami video i slajdami. W przerwie dostalismy swietny lunch serwowany w hotelowej restauracji.
Gorzej bylo pozniej.
Oczywiscie szef (Jamie) byl rewelacyjny (nie zrozumialam polowy z tego co mi opowiadal jako ze wtedy jeszcze slabo lapalam polnocno irlandzki akcent)
Ale nie byl tez specjalnie biegly w systemie rezerwacyjnym co jest podstawa pracy w recepcji.
Na moje pytania odpowiadal: Wiesz, ja sam dokladnie nie wiem tego, team leader ci to wytlumaczy a tak w ogole to sie dowiesz wszystkiego w practyce.
A praktyka jego zdaniem polegala na rzuceniu mnie na deske I poradzeniu zebym sobie stala i obserwowala. Fajnie mowic tylko ze bylo busy jak cholera, piec dlugich kolejek do pieciu stanowisk, kazdy sie wije jak w ukropie, telefony dzwonia a ja sobie stoje.
Poniewaz nie mialam jeszcze uniformu tylko swoj sexy garnitur odznaczalam sie wsrod recepcjonistow i goscie mysleli ze jestem menadzerem wiec kierowali sie bezposrednio do mnie : )))
Coz bylo robic - nie wiedzac jak zaczelam czekinowac.
Do dzis nie wiem czy to byla jakas tajna taktyka Jamiego - jak przezyje znaczy sie dobra jest, jak nie to niech odchodzi od razu.
Ja przezylam i opanowalam wszystko sama w tydzien z czego bylam  dumna, ale w czasie mojej ponad rocznej kariery bylam swiadkiem jak zaczelo prace I zrezygnowalo po paru dniach okolo 10 recepjonistow I dwoch duty managerow.
Najlepiej bylo w moim obecnym hotelu na starcie. Przyszlam z miejsca-legendy, kolosa do mroweczki, wiec czulam sie tak jakbym im robila wielka laske ze przyjelam oferte.
Po nietypowym interview (Co mozemy zaproponowac zybys zechciala tu zaczac) nastapil nietypowy pierwszy dzien w pracy.
Biedna Jennie nie bardzo wiedziala co robic ze mna bo od razu zaczelam swoje obowiazki jakbym juz tam byla od pieciu lat conajmniej (przy okazji proponujac pewne zmiany).
No I trudno sie dziwic firmom ze wola kogos z doswiadczeniem - mniej roboty z taka osoba.
Acha, Iks powiedzial mi ze jak to nie mialam INDUCTION tutaj, przeciez on mi zrobil INDUCTION ;)
No zrobil, owszem, ale niekoniecznie moge to ujac w mojej pracy do college’u ;)

PS Jakby sie ktos chcial podzielic doswiadczeniami czy jego pierwszy dzien w pracy byl podobny do tego z filmu “Diabel ubiera sie u Prady” albo “Ugly Betty” - a moze wrecz przeciwnie - to prosze o opis w komentarzach ; )

2009-10-31 : )
Ufff… mam za soba pierwszy assignment oddany w college’u i wysoka ocene tutora.
Nie dosc ze sliczna jestem to jeszcze madra : )))))))))

B. pozegnana, polaly sie lezki wzruszenia : )
Na szczescie B. jest wyznawczynia filozofii pozytywnego myslenia i owszem, kiedy dowiedziala sie ze musi odejsc nie byla w swietnej formie ale trwalo to gora 12 godzin.
Powiedziala mi: to nie koniec swiata. A co gdybym sie dowiedziala ze mam raka i pozyje ze dwa miesiace tylko?

Zapisala sie na open university i od stycznia bedzie robila kurs office administrator bo ma dosc pracy w hotelarstwie.
Zastanawia mnie jak ludzie roznie reaguja na zyciowe przeszkody i porazki w zaleznosci od charakteru i wypracowanych metod radzenia sobie z losem. I jak czasem marnuja czas czekajac na cos co ma nastapic w jakiejs nieokreslonej przyszlosci zamiast go wykorzystac.

Wiem ze kiedy sie czyta rozne ksiazki o pozytywnym mysleniu to trudno sie identyfikowac z opisanymi tam ludzmi. Jakis Derek czy Sheila zrobili to czy siamto - nie wiem czy istotnie tak sie stalo czy to historie zmyslone przez autora ; )
No chyba ze sa to postaci ogolnie znane, taka np. J.K. Rowling co sie nie zalamala pod natlokiem zyciowych niepowodzen i zostala swiatowa slawa.

A ja na co dzien obserwuje rozne przypadki wokol siebie I wyciagam wlasne wnioski ktore tylko popieraja teorie ze pozytywne myslenie i DZIALANIE jeszcze nikomu nie zaszkodzilo.

Corka B. trzy lata temu zostala zwolniona z Dunnes Stores gdzie pracowala jako sprzedawca. Poszla do Fasu-u, zrobila kurs obslugi programo Gallileo uzywanego na lotniskach i agencjach podrozy i po paru miesiacach dostala prace na Dublin Airport. Zadowolona, ma mnostwo znizek na loty jako staff, zwiedza Europe.
FAS oferuje mnostwo darmowych kursow trzeba tylko chciec z nich skorzystac.

Dla porownania - znajomy Polak M. pracujacy jako nocny porter w moim obecnym hotelu wylecial z pracy w czasie wielkich czystek rok temu. Co zrobil?
Zarejestrowal sie w social welfare i bierze zasilek. Siedzi dzien w dzien w pokoju grajac  w farmville. Pracy na pol etatu nie wezmie bo “jak ma tyle zarobic ile dostaje zasilku to po co z domu wychodzic?”
Kursy… a po co skoro on “w tym kraju nie chce zostac”.

Inny porter L pracowal ze mna w moim poprzednim hotelu I zostal bez pracy po jego sprzedazy I zamknieciu.
Nie bylo latwo, dopiero po pol roku znalazl posade portera na 3 dni tygodniowo i to kawalek od miejsca zamieszkania, w county Wicklow. Ogolnie zarobek pomniejszony o koszy dojazdu byl nizszy niz zasilek.
Po trzech miesiacach zachorowala recepcjonistka a ze L jest mily , przystojny i sie prosil zeby go dali na ten czas na deske to tym sposobem sie tam dostal.
Teraz pracuje jako recepcjonista w Hiltonie i jest wiecej niz zadowolony.
Nie zamierza zostac w Irlandii ale chce te lata wykorzystac jak sie da najlepiej wiec zapisal sie do college’u. I studiuje to co ja - People Management.

Dwoch kitchen porterow z mojego poprzedniego hotelu, Polacy, oboje w Eire od ponad pieciu lat.
Oboje przyjechali bez znajomosci jezyka w ciemno.
P. towarzyski I starajacy sie mowic po angielsku a W. wyznajacy zasade ze “niech sie Irole naucza polskiego, ja tu nie bede siedzial dlugo”
I tak W siedzi jak w wiezieniu czekajac na wypuszczenie, izolujac sie od znajomosci z przedstawicielami innych nacji I od zycia w ogole. Codziennie alkohol i joint plus Cyfra Plus. Bo jeszcze troche I zacznie sie sielanka na ojczyzny lonie.
Po zamknieciu hotelu dostal sie do innego na takie samo stanowisko. Wraca w styczniu z pieniedzmi nazbieranymi na wykup mieszkania po dziadkach , nie zaden majatek.
Finansowo cos tam zyskal. Moze tylko wiec mnie sie wydaje ze to byly lata czesciowo stracone?

A P. przychodzil do mnie na recepcje zeby sie pytac jak jest po angielsku stol, talerz, krzeslo.
Choc polowa pracownikow w kuchni byla Polakami I chetnie mu tlumaczyla co i jak to chcial sie sam moc z Irlandczykami porozumiec. Kiedy zostal bez pracy znalazl inna, lepsza, bo znal jezyk na poziomie na tyle komunikatywnym by zostac banqueting porter, to jest taki ktos kto pomaga przy roznego rodzaju imprezach ustawiac stoly, sale na konferencje, wesela itp. Praca fizyczna owszem ale jakie oni dostaja napiwki.
L tez niedlugo wraca do Polski z zaoszczedzonymi pieniedzmi, ale po angielsku sie spokojnie dogada, poznal mnostwo fajnych ludzi, pojezdzil po Irlandii I Anglii.
W styczniu leci na Mauritius w goscine do naszego wspolnego znajomego, bylego wspolpracownika.

Moze i mu sie ten jezyk i te podroze do nieczego w zyciu nie przydadza ale to jakby powiedziec ze czytanie ksiazek czy ogladanie filmow to rzecz zbedna tak samo jak zwiedzanie czy poznawanie inych kultur. A poza tym jak juz musisz gdzies byc przez jakis czas, nawet w miejscu ktorego nie lubisz czy w sytuacji ktora jest niekomfortowa nie lepiej to zaakceptowac i sprobowac ten czas wykorzystac w jakikolwiek rozwijajacy sposob, nie tylko przelozony na pieniadze?

Ja juz postanowilam ze za jakies pol roku (bo na razie sie musze totalnie skupic na tym co studiuje ale potem troche pewnie poluzuje : ) zrobie sobie kurs obslugi Gallileo.
Moze  mi nigdy do niczego nie bedzie potrzebny ale takie czasy ze trzeba byc flexible I zawsze dobrze miec jakies podstawy do pracy w biurze podrozy np.
No I zaczne sie uczyc wreszcie kolejnego jezyka, albo wloskiego - bo bede mogla praktykowac z Iksem - albo hiszpanskiego.
Takie mam plany na najblizsze kilkanascie miesiecy : )






2009-10-28 Tytulem wyjasnienia.
Zainteresowanym wyjasniam czemu mnie przez chwilke nie bylo.
Najpierw blog zablokowal sie z przyczyn technicznych.
Dostalam pare maili od czytelnikow w tej sprawie a niektorzy skontaktowali sie poprzez facebook.
I tu mam prosbe na przyszlosc - nie piszcie do mnie na tablicy na temat bloga ani nie tytulujcie mnie Dublinia.
Widza to wszyscy w tym znajomi pracujacy ze mna. Poniewaz pisze tu o wielu prywatnych sprawach jak i o pracy wlasnie nie chce zeby trafil na to ktos stad.
Ci ludzie blogow nie czytaja ale jesli sie natkna na mojej tablicy na takie wiadomosci to na pewno sie zainteresuja i albo zapytaja albo po prostu znajda.
Dlatego po odblokowaniu musialam go zablokowac jeszcze raz osobiscie.

Pozdrawiam wszystkich.
Jestem bardzo zapracowana i zajeta studiowaniem :) ale niedlugo zaczne znow pisac.
2009-10-22
Natrafilam niedawno na swietny fimik ktory przypomnial mi jak bardzo uwielbiam byc kobieta.
Oto on:

http://www.youtube.com/watch?v=9dquqoNNT78


Dita nie jest specjalnie w moim typie jesli chodzi o twarz I styl ubierania sie ale co za figura, cialo, ruchy!
To jest kobiecosc w czystej postaci - zmyslowosc, kokieteria, finezja. Pomijam jej zycie osobiste - chodzi o sam wizerunek a zwlaszcza jej swobode w rozbieraniu sie. Robi to wspaniale I sprawia ze striptiz jest sztuka.
Mysle ze nawet kobiety - czego sama jestem najlepszym przykladem - ogladaja ja z przyjemnoscia.
Zreszta widzialam wywiad z nia sama w ktorym przyznawala ze mnostwo pan (heteroseksualnych, z partnerami) przychodzi na jej show I goraco oklaskuje.

Jak ja bym sie tak chciala umiec rozebrac!!! Czy ktos slyszal o jakiejs szkole striptizu w Dublinie?
A ile z was mialoby opory przed pokazaniem sie prawie nago jak Dita obcym ludziom?
Ile z Was wstydzi sie to zrobic przy wlasnym facecie?


Blogerka o nicku nomen omen Dita Von Teese wspomniala w niedawnym poscie o angielskim programie “How to look good naked”.
Nie widzialam ale z tego co slyszalam to ma on promowac akceptacje wlasnego ciala.
Na zdjeciach ktore znalazlam w necie moglam zobaczyc te rozebrane panie I moze niepopularnie zabrzmie bo oto co mi przyszlo do glowy:

Nie kazda z nas wyglada jak Dita.
Ale ktos kiedys powiedzial madre zdanie: Boze daj mi sile bym zmienil to co moge, zaakceptowal czego zmienic nie moge I bym odroznil jedno od drugiego (czy jakos tak).
Ludzie rozni sa. Jedni maja krzywe nogi, inni wielki nos, inni - a raczej inne - male cycki.
Pominawszy operacje plastyczne na ktore wiekszosci nie stac - a I tak z reguly robia z czlowieka woskowa lale - nie mozna tego zmienic. Czy sie jest kurduplem czy olbrzymem, czy sie ma szerokie biodra czy plaska pupe - tak juz jest I ZAAKCEPTUJMY TO.
Ale namawianie kobiet by polubily swoje 20 kg nadwagi lub zaawansowany cellulit to chyba lekka przesada.
Nie mowie o paniach ktore sie dobrze czuja w swej skorze I nie musza sie dowartosciowywac - znam takie. Ale o tych ktore sie nie pokazaly nago partnerowi od paru lat I zle im z tym.
Nadwaga w 2% ma podloze chorobowe. 98% to ludzie ktorzy sami ja sobie wypracowali.
Tak samo cellulitowi mozna zapobiec jak I malo jedrnej skorze (do pewnego wieku przynajmniej).
Wspomniany program lansuje olewactwo I brak pracy nad soba, wmawia tym kobietom ze sa piekne jakie sa.
Oj, postawcie taka przy Ditcie… nie badzmy hipokrytami.
Jak juz wspomnialam znam kobiety - wlasciwie to JEDNA znam co to pewnie przeczyta - ktora sie swietnie z soba czuje mimo nadwagi.
Reszta tych ktore znam - narzeka, ma kompleksy, czai sie w sypialni.
A od czego jest dieta? Gym? Cwiczenia?
Nie chodzi mi o odzywanie sie marchewka I spedzanie pol dnia w silowni.
Ale jak widze te wszystkie “puszyste” co to z McDonalda nie wychodza, poprawiaja pizza, jedyny sport to tranSPORT publiczny …. A potem problemy.
ALe w koncu jest program ktory tym paniom wmowi ze jest wszystko ok I mozna zamowic kolejnego hamburgera.

Nie ma nic za darmo.
Dlaczego ja wygladam jak wygladam? Oczywiscie dobre proporcje ciala zawdzieczam genom, ale gdybym odpuscila sobie kilkanascie lat temu to dzis pewnie chowalabym sie pod koldra jak Bridget Jones I uprawiala seks po ciemku.
Mam tendencje do tycia - stad dyscyplina zywieniowa I ruch.
Od kiedy skonczylam 30 lat I skora zaczela tracic jedrnosc uzywam specjalnych balsamow, kazdy do innej czesci ciala, ktore naprawde skutkuja (firma polska Bielenda - rewelacja!).
Cwicze codziennie 1.5 - 2 h.
Jasne ze nie wygladam tak super jak Dita ale calkiem apetycznie ;) nie wstydze sie swojego ciala, wlasciwie to jestem dumna z niego!
Wlacznie z moim plaskim tylkiem … tez genetyczne : )
Chce sie podobac facetom I samej sobie - jedni to nazwa proznoscia - ja nazywam kochaniem siebie.

Dawno temu w nocy sluchalam swietnej audycji. Rzecz byla o rozpaczliwie tyjacych po slubie Irlandkach a dzwonili glownie mezowie takowych.
Pamietam zwlaszcza jednego co pojal za zone laske w rozmiarze 38 (to w Irlandii anoreksje oznacza) a 5 lat pozniej ta sama pani wazyla 40 kg wiecej I wygladala jak ludzik Michelina albo I gorzej.
Jak to okreslil malzonek - fucking disgusting.
Oczywiscie odezwaly sie oburzone sluchaczki rzucajac haslem - kocha sie czlowieka, wnetrze, cokolwiek sie stanie blah blah blah.

Kocha sie pewnie I tak, przynajmniej powinno, ale sie nie pozadza, nie podziwia, nie pragnie.
Czy ja bym chciala zeby seksowny Iks po slubie (ni e zebym planowala , tak tylko dla przykladu) roztyl sie I zaniedbal? Proces zaniedbania sie nie ma nic wspolnego ze starzeniem sie, lysieniem, przybywaniem zmarszczek. Sa piekne szescdziesiecioletnie kobiety I przystojni sziedemdziesieciolatkowie - moze sie juz publicznie nie rozbiora ale w koncu kilkudziesieciolatka w kieliszku martni z cekinami na brodawkach to przesada : )
Zaniedbanie to przyzwolenie na to by calkiem jeszcze mlodzi ludzie traktowali cialo jak smietnik zamiast jak swiatynie.

Podsumowujac - Dita RULEZ !
Zamiast programow wmawiajacych ludziom jacy sa super , tacy super ze nie musza nic robic z soba powinno byc wiecej takich propagujacych zdrowy styl zycia.
I rozbierajcie sie przed wlasnymi partnerami!
Nie ma nic fajniejszego niz widoczny podziw w jego/jej oczach , warto popracowac nad tym by go wzbudzic.

Dobra, ide potrenowac sciaganie ponczoch.





2009-10-19 ***
Wlasnie skonczyl sie moj bardzo ciezki tydzien pracy - tylko jeden dzien wolny (staff na holidayu) i z 10 spotkan w bardzo nieprzyjemnych sprawach.
No moze nie dziesiec ale piec na pewno.
Afera i to spora zostala ujawniona, na razie tylko managementowi.
Nie moge wchodzic w szczegoly ale powiem tyle ze trzy osoby wyleca, wsrod nich jest moja bardzo dobra znajoma.
Cala trojka zostala powiadomiona w czwartek ze ma indywidualne spotkania z GM, ale na jego wyrazne polecenie powiedziano im ze dotyczy to wszystkich pracownikow.
Poniewaz kazdy z kazdym jest bardzo blisko wiadomo bylo ze te osoby zaraz skonsultuja sie z reszta i dowiedza ze nikt inny nie ma nic ustalonego tylko oni.
Jennie postanowila wiec napomknac niezobowiazujaco reszcie staffu ze istotnie takie spotkania beda mialy miejsce.
Wszystko fajnie tylko ze ludzie sie strasznie zestresowali - wiadomo ze kazdy mysli o tym ze beda zwolnienia albo w najlepszym wypadku ciecia plac.
Rok temu przezylismy swoje kiedy przejela nas parka Jim i Shauna, przed samymi swietami prace stracilo okolo 20 os, a pozniej kolejne.
W marcu ponownie hotel zmienil wlasciciela wiec juz dosc bylo zamieszania jak na jeden rok.
A tu nagle znow niepewnosc jutra.
Widzialam smutne miny moich pracownikow i nie moglam im powiedziec prawdy, poprosilam tylko zeby mi zaufali i ze nie bedzie tak zle jak mysla.
Zamieszane w sprawe trzy osoby wykazaly najwiecej poddenerwowania co tym bardziej przekonuje o ich nieczystym sumieniu - zreszta dowody sa niezbite (m.in nagrania z kamer cctv).
Najbardziej boli mnie to ze jedyna kobieta z tej grupki, B. zawinila tylko przymykajac oczy na pewne rzeczy dziejace sie na jej zmianie, jestem pewna ze z naiwnosci i sympatii do osob ktore ja po prostu wykorzystaly.
Stanelam w jej obronie na naszym spotkaniu, zreszta Jennie tez, ale GM uznal ze na jej stanowisku (menadzer nocnej zmiany) jest odpowiedzialna za niedopilnowanie podwladnych i zezwolenie im na zachowanie na szkode hotelu.
Przynajmniej zgodzil sie na to by dac jej mozliwosc dobrowolnego odejscia za porozumieniem stron z trzytygodniowym terminem wypowiedzenia.
A najgorsze jest to ze B. zadzwonila do mnie zaraz po tym jak rozmawiala z Jennie, musialam klamac ze tak, owszem, kazdy przez to samo przejdzie, ze nie wiem o co chodzi.
A dzis spotkalam sie z nia bo pracowala na noc i w oczy jej to samo powtorzylam. No bo co mam zrobic?
Pomoc jej juz nie pomoge a musze dbac o wlasny tylek i robic to co mi przelozony kaze. I juz.
Tylko ze nienawidze klamac.
Nie cierpie mowic komus ze jest wszystko ok jak wiem ze ten ktos ma juz wydany na siebie wyrok ale to sa wlasnie uroki pracy na wyzszym stanowisku.
Czasem sie stapa w gownie.



2009-10-13 Krociutko...
Mamma Mia,
nawet sobie nie zdawalam sprawy ile mnie nauki czeka i jak bede musiala przysiasc, ze tak sie wyraze, faldow ;)
Musze kupic w cholere ksiazek.

Nie miala baba klopotu zachcialo sie jej edukowac... no coz, jak sie rzeklo A to trzeba powiedziec B, zacisnac zeby, ograniczyc szwendanie sie po kraju, lazenie po knajpach, buszowanie w internecie w planowaniu przyszlego urlopu, Iksa... tzn gotowanie, rozmowy, ogladanie filmow razem i takie duperele bo co innego musi byc :)
No i ewentualnie masaz tez ;)

A tu jeszcze trzeba zasiac, zebrac, glebe spulchnic, krowy i kury nakarmic....

Bo jeszcze nie wiecie ze Dublinia zostala farmerka. Na fejsbuku znaczy sie ;)
Nigdy sie nie bawilam w zadne gry na tym portalu i stanowczo odrzucalam wszelkie zaproszenia zeby sie dolaczyc do Farmville - a jest to wielki hit u nas w pracy i WSZYSCY maja wlasne farmy.

Slowackie Ciacho w przerwach lata do mnie na recepcje do komputera zeby zebrac truskawki bo jak nie to zwiedna.
Claire ktora bardzo lubie doslownie blagala mnie zebym zostala jej sasiadem (bo jej brakowalo jednego zeby na jakis poziom przejsc) wiec powiedzialam:
OK , ale nie bede nic siac ani zbierac. Niech lezy odlogiem.

To bylo zaraz przed moim wyjazdem do Barcelony.
Kiedy wrocilam odkrylam ze moi fejsbukowi znajomi rzucili sie na mnie jak sepy na padline, podsylajac jakies zaginione krowy, oferujac pomoc w wyrywaniu chwastow i wpraszajac sie na sasiada.
Wszystkie prosby zignorowalam ale ktoregos dnia w pracy bylo tak busy ze kiedy wreszcie sie przewalilo chcialam oderwac mysli od czek-inow i czek-outow, wiec weszlam na swoje zapuszczone poletko i posialam truskawki...

No i jak by tu powiedziec - obecnie jestem posiadaczka czterech krow, trzech kur i dwoch owiec,, okolo pietnastu drzew owocowych i calkiem sporego pola ktore juz kilkanascie razy wydalo plony w postaci truskawek, malin i dyn. Odwiedzamy sie z sasiadami, a jakze, pomagamy sobie przeganiac lisy i takie tam ;) ogolnie fajna zabawa jak sie zlapie kilka minut w pracy zeby sie totalnie odmozdzyc.

No to koncze juz bo krowe trzeba wydoic : )


<< Listopad 2009
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30
Księga gości
 
O mnie
Dublinia
38
Słówko o mnie
ZAKOCHANA W IRLANDII, ZAKOCHANA W ZYCIU e-mail Dublinia@onet.eu
Zobacz mój profil
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
50516
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
3403
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
20
Wyszukiwanie
Wyszukaj w tym blogu:
Fraza:
Od kalendarz do kalendarz
 
Archiwum
Rok 2009
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad
Zobacz serwisy INTERIA.PL